|
Światłość jedno z kluczowych pojęć
chrześcijańskiego na uczania i obraz zawarty w Ewangelii dla
zrozumienia Boga. „Ja jestem światłością świata"
(J 8,12) mówi o sobie Jezus Chrystus. Dlatego też nicejsko
konstantynopolitański Symbol Wiary wyznaje Chrystusa jako „Światłość
ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego".
Bóg przychodzi na świat jako światłość:
„Światłość w ciemności świeci i ciemność
jej nie ogarnęła" (J 1,5). Prawo sławna teologia naucza
o Bogu jako światłości działającej w tym świecie,
przez którą świat zbawia się, oświeca i przebóstwia.
„Wy jesteście światłością świata" (Mt
5,14) mówi Chrystus swoim uczniom i na tym właśnie budowana
jest prawosławna ascetyka.
W historii Kościoła były całe okresy i epoki, w których
roz ważania na temat światłości stanowiły centrum
życia, były osnową kultury, wpływały na politykę.
Taką epoką był XIV wiek okres tryumfu hezychazmu w Bizanc'um.
Współczesny teolog i badacz hezychazmu o. John Meyendorff
rozróżnia kilka etapów rozwoju hezychazmu od praktyki
wschodniego monastycyzmu czasów Makarego Egipskiego (IV w.) do
wielkiego ruchu społeczno poli tycznego i duchowego, który
ogarnął świat wschodniochrześcijań ski w XIV
i na początku XV wieku. Mistyka hezychazmu, jedno cząca głęboką
modlitwę i kontemplację światłości Taboru, wywar
ła ogromny wpływ na malarstwo w Bizancjum i w krajach pozo stających
pod wpływem Bizancjum, gdzie w XIV wieku ma miejsce niebywały
rozwój sztuki. Ten okres badacze nazywają renesansem Paleologów,
od nazwiska rządzącej w Konstantynopolu dynastii. Jednakże
w istocie ten duchowy i kulturalny wzlot był związany ze zwycięstwem,
jakie odniósł przywódca hezychastów Grzegorz
Palamas nad swoimi przeciwnikami, dzięki czemu nauka i pra ktyka
hezychazmu rozprzestrzeniła się po całej wschodniochrze
ścijańskiej oikumene i wywarła ogromny wpływ na wszystkie
strony życia społeczeństwa. Światłość
to jedna z podstawowych kategorii teologii ikony. W światłości
teologia katafatyczna i apofatyczna ikonologii zna lazły adekwatną
formę wyrazu. Nauka hezychastów nadała prze żywaniu
światłości na ikonie szczególną głębię,
ostrość i nasycenie. W XIV wieku światłość,
jeśli można tak powiedzieć, staje się „głównym
bohaterem" ikonografii.
Słowo „hezychazm" pochodzi od greckiego mil czenie, cisza. Hezychaści
nauczali, że niewypowiedziany Logos, Słowo Boże, można
ogarnąć w milczeniu. Modlitwa kontempla cyjna, rezygnacja z
gadatliwości, dotarcie do Logosu w jego głębi oto droga
poznania Boga, którą wyznają nauczyciele hezycha zmu.
W centrum hezychastycznej modlitwy jest przyzywanie imie nia Pańskiego,
bowiem tak powiedziano w Piśmie Świętym: „Każ dy,
kto wzywać będzie imienia Pańskiego, będzie zbawiony"
(Dz 2,21). Właśnie w formie tak zwanej Modlitwy Jezusowej tradycja
hezychastyczna rozpowszechniła się na Rusi. Ogromne znaczenie
dla praktyki hezychazmu ma kontemplacja światłości Taboru
tej światłości, którą apostołowie widzieli
podczas przemienienia Pana Jezusa Chrystusa na górze. Przez tę
światłość, niestworzoną ze swojej istoty, jak
uczyli hezychaści, asceta wchodzi we wspól notę z Niepojętym
Bogiem. Napełniając się tą światłością
człowiek staje się uczestnikiem życia Bożego, przemienia
się w nowe stwo rzenie. „Człowiek nie może stać się
bogiem z natury, ale może stać się bogiem z łaski"
głosili hezychaści. Przebóstwienie jest ostatecznym celem
wszelkiego działania duchowego.
Naukę o światłości Taboru i przebóstwieniu
uczynił funda mentem swojej apologii hezychazmu Grzegorz Palamas.
Jego na uka stała się swego rodzaju syntezą całej
wschodniochrześcijań skiej myśli teologicznej i mistycznej
oraz ascetycznej praktyki prawosławnego monastycyzmu. Pobudziła
do tego Palamasa oko liczność, że w XIV wieku doświadczenie
hezychazmu wyszło poza ściany klasztorów, rozlało
się po świecie, czemu w niemałym stopniu dopomógł
sam Palamas. Równocześnie nauka i działal ność
Grzegorza Palamasa oraz hezychazm znalazły się pod silnym obstrzałem
przeciwników. Z jednej strony hezychazm oskarżano o herezję.
Wśród przeciwników hezychazmu byli głębocy
myśli ciele, jak kalabryjski mnich Barlaam, jego naśladowca
Grzegorz Akindynos, a także znany bizantyjski filozof i pisarz Nicefor
Gre goras. Z drugiej strony obrońcy surowego monastycyzmu, hezy chaści
praktycy, na przykład Grzegorz Synaita, byli przeciwnikami popularyzacji
i rozpowszechniania hezychazmu, uważając to do świadczenie
za niedostępne dla świeckich. Na dwóch soborach Grzegorz
Palamas wspaniale udowodnił ortodoksyjność hezycha zmu
i obronił konieczność jego szerokiej popularyzacji w świecie.
Zwycięstwo Grzegorza Palamasa miało daleko idące konse
kwencje: mistyczne doświadczenie hezychazmu dało silny impuls
duchowy do odrodzenia całego świata prawosławnego. Na przy
kład Filoteusz Kokkinos, uczeń Grzegorza Palamasa, został
pa triarchą Konstantynopola i głosił jedność
wschodniochrześcijań skiej oikumene wychodząc nie tylko
z idei przebóstwienia czło wieka, ale także całego
świata. Przy czym nie tylko głosił, ale także dużo
uczynił dla realizacji tego celu. Z otoczenia Filoteusza wyszło
wielu znakomitych teologów, niektórzy z nich stanęli
na czele narodowych Kościołów prawosławnych, jak
patriarcha Buł garii Eutymiusz z Tyrnowa i metropolita moskiewski
Cyprian, którzy sprzyjali rozpowszechnieniu tego doświadczenia
w swoich krajach.
Mały ekskurs w historię hezychazmu pozwala nam lepiej przedstawić
duchowy i historyczny kontekst epoki, która stała się
złotym wiekiem ruskiej ikony, epoki, która wydała Teofanesa
Greka, Andrzeja Rublowa, Dionizego. Poza hezychazmem twór czość
tych mistrzów byłaby nie tylko niezrozumiała, ale także
nieprawidłowo wyjaśniana. Z drugiej strony z tych wyżyn
sztuki duchowej dobrze można śledzić związek ikonografii
i kultu ikony z teologicznymi i mistycznymi głębiami prawosławia.
Nie przy padkiem pamięć św. Grzegorza Teologa jest obchodzona
w na stępną niedzielę po Tryumfie Ortodoksji Kościół
podkreśla przez to nierozerwalną jedność dogmatyki,
która odniosła zwycięstwo w osobach zwolenników
kultu ikony, oraz mistyki, usystematyzo wanej w nauce Palamasa, to znaczy
tożsamość ortodoksji i orto praksji.
Hezychastyczna praktyka kontemplacyjno modlitewna, nauka o światłości
Taboru i przebóstwieniu, okazały się głębokim
tłu maczeniem nauki o obrazie, która leży w osnowie teologii
ikony. Jednak każdy z wymienionych przez nas malarzy Teofanes Grek,
Andrzej Rublow i Dionizy wciela ją na swój sposób.
Świadczy to o tym, że jedność nie wyklucza wielu interpretacji,
ortodoksja nie jest możliwa bez osobistego doświadczenia mistycznego,
a kanoniczność sztuki prawosławnej w żadnym wypadku
nie pomniej sza indywidualizmu artysty.
W szeregu pierwszych i największych malarzy epoki hezycha zmu stoi
Teofanes Grek. Przybył on na Ruś w końcu XIV wieku będąc
już znanym mistrzem. Epifaniusz Mądry podaje, że Teofanes
wymalował czterdzieści kościołów w Konstantynopolu,
Galacie, Kaffie i innych miastach. Pierwszą znaną pracą
Teofanesa na Rusi są malowidła w cerkwi Przemienienia Zbawiciela
w Nowogrodzie (1378 r.). Poświęcenie tej cerkwi ku czci Przemienienia
Pańskiego stało się fundamentem jej programu ikonograficznego.
Niestety, malowidła źle się zachowały i do naszych
czasów uratowały się jedynie niewielkie fragmenty. Jednak
i w takiej fragmentarycznej postaci praca Teofanesa poraża niezwykłym
mistrzostwem, głębią i niezwykłością obrazowego
myślenia mistrza. Od razu po wejściu do niewielkiej lecz bardzo
wysokiej cerkwi, dosłownie zatrzymuje nas spojrzenie Chrystusa Pantokratora,
namalowanego w kopule: z Jego szeroko otwartych oczu padają błyskawice.
To przedsta wienie zmusza do wspomnienia słów z Pisma Świętego:
„Bóg nasz jest ogniem trawiącym" (Hbr 12,29) lub też:
„Przyszedłem ogień rzucić na ziemię" (Łk
12,49). Obraz Pantokratora dominuje w przestrzeni cerkwi i stanowi klucz
do odczytania całej ikono grafii. Dla Teofanesa, jak i dla każdego
hezychasty, Bóg jest prze de wszystkim Światłością,
ale ta Światłość pojawia się w hipostazie ognia.
Ogień bada świat, sądzi świat, spala wszelką
nieprawdę, rodziela stworzenie na światło i ciemność,
niebieskie i ziemskie, stworzone i niestworzone. Ogień jest mieczem
przecinającym ciało świata (Hbr 4,12). Stąd malarski
język Teofanesa on sprowadza całą paletę do swoistej
dychotomii: wszystko jest malowane dwo ma kolorami ochrą i bielą;
widzimy, jak na tle w kolorze ochry gliny (kolor ziemi) błyszczą
błyskawice białych blików (światło, ogień).
Wszystko jest namalowane niezwykle energicznie, z pewną hipertrofią
efektów, z położeniem akcentów na sens.
W literaturze przedmiotu odbyto wiele dyskusji na temat niezwykłych
pomysłów kolorystycznych Teofanesa. Niektórzy uczeni
głosili wersję pożaru, który pozbawił malarstwo
kolorów. Jednak archeolodzy nie znaleźli śladów
pożaru, a konserwatorzy potwierdzili, że kolorystyka od początku
była taka sama. Poza tym znajomość malarstwa hezychazmu
w innych krajach, na przy kład na Bałkanach, pokazuje, że
nie jest to odosobniony wypadek. Również swoisty dla Teofanesa
układ obrazów mówi o tym, że monochromatyka została
wybrana przez mistrza świadomie jako język metaforyczny. Minimalizm
kolorów może być w tym wy padku porównany (przez
analogię) z rezygnacją z wielości słów w modlitwie,
co głosili hezychaści, sprowadzając swoje modlitwy do kilku
słów Modlitwy Jezusowej, przez co osiągali niezwykłą
koncentracę myśli i ducha. Do takiej koncentracji dążył
również Teofanes Grek.
Z całego programu ikonograficznego cerkwi Przemienienia najlepiej
zachowały się malowidła na kopule i jej tamburze. Prze
analizujmy je szczegółowiej. Wokół Chrystusa przedstawione
są moce anielskie, a na tamburze prorocy. Wybór proroków
jest nietypowy, jak i wszystko w pracach Teofanesa, co pozwala „od czytać"
jego zamysł. Przedstawieni zostali tak zwani prorocy sprzed potopu,
to znaczy praojcowie żyjący przed potopem, przed pierwszym Przymierzem
zawartym przez Boga w osobie Noego.
Na freskach widzimy Adama, Abla, Seta, Henocha i Noego. Z późniejszych
proroków do tego rzędu dodano jedynie Eliasza i Jana Chrzciciela.
Zamysł jest bardzo jasny: pierwszy świat zginął przez
wodę, drugi zginie przez ogień, uratowanie Noego w arce podczas
pierwszej katastrofy jest obrazem Kościoła. Ognisty prorok Eliasz
głosił Boży ogień i sam wstąpił do nieba
na ognistym rydwanie (4 Krl 1 2). Ostatni prorok Starego Testamentu Jan
Chrzciciel głosił, że Chrystus będzie chrzcił
Duchem Świętym i ogniem (Mt 3,11).
Dość dobrze zachowały się malowidła w niedużej
kaplicy poświęconej Trójcy Świętej jest to
małe pomieszczenie przezna czone do indywidualnej modlitwy (il. 24).
Program ikonograficzny mówi o kontemplowaniu przez ascetów
Trójcy Świętej. Na wschodniej ścianie namalowano
obraz „Zjawienie się trzech anio łów" („Gościnność
Abrahama"). Poniżej przedstawiono Abrahama i Sarę, przygotowujących
ucztę. Powyżej obraz Trójcy Świętej trzej aniołowie
wokół ołtarza ofiarnego. W tym wypadku Teofanes także
jest wierny swojej zasadzie monochromatyzmu nawet postacie aniołów
są namalowane w dwóch kolorach ochrą i bielą. Ogólna
tonacja postaci i tła jest namalawana w gamie koloru brązowego,
a biel oznacza główne akcenty zarys nimbów, bliki na
skrzydłach, pastorały z trzema listkami na końcu, wstążeczki
we włosach, bliki na obliczach i oczach. Uwagę zwraca fakt,
że w oczach aniołów nie namalowano źrenic, a zamiast
nich położono jasnobiałe bliki „oczy Jego jak płomień
ognia" (Ap 1,14). Trzeba przypomnieć, że w Księdze
Rodzaju po opisie gościnności Abra hama ma miejsce zniszczenie
Sodomy i Gomory „I wylał Pan na Sodomę i Gomorę deszcz
siarki i ogień z nieba" (Rdz 19,23).
Na ścianach, z trzech stron, przedstawieni są słupnicy
i pu stelnicy ci sami mężowie modlitwy, którzy uciekli
od świata, aby w samotności praktykować w milczeniu kontemplację.
Wszy scy oni stoją przed Trójcą Świętą.
W obrazach ascetów dychotomia kolorytu Teofanesa nabiera szczególnego
napięcia. Na naszych oczach aktywność białego koloru
narasta z obrazu na obraz. Oto święty stoi z rękoma wyciągniętymi
przed siebie, na koniuszkach jego palców energiczne maźnięcia
bieli on dosłownie dotyka światłości, doświadcza
jej prawie fizycznie, wchodzi w światłość. To święty
słupnik Daniel. Światłość spływa swobodnymi
potokami po jego szatach, pulsuje w lokach włosów, odbija
się w oczach. Sw. Symeon przedstawiony jest w pozie oranta z wyciągniętymi
na boki rękoma. Światłość na jego szatach przypomina
ostre, przenikające błyskawice, wbijające się strzałami
w jego stare ciało. W otwartych oczach nie ma źrenic, ale na
tęczówkach zaznaczone są białe bliki (ten sam sposób
widzieliśmy już na obrazach aniołów w kompozycji
„Trójca święta") święty widzi światłość,
jest nią napełniony, żyje nią. Słupnik Olimpiusz
przedstawiony jest z rę koma złożonymi na piersi, jego
oczy są zamknięte, wsłuchuje się w swoje serce, co
doradzali hezychaści: „Skieruj swój rozum do serca i wtedy
módl się". Na koniec apoteoza przebóstwienia i
po grążenia się w światłości obraz św.
Makarego Egipskiego. Wy dłużona jak świeca postać
ascety cała ogarnięta jest przez światłość,
jakby białym płomieniem: jest to kolumna światłości.
Na białej postaci wyróżniają się namalowane
ochrą oblicze i ręce (!), wy stawione naprzód przed pierś,
z otwartymi dłoniami, skierowa nymi przed siebie. Jest to postawa
przyjęcia łaski, otwartości. Białe bliki są zamaszyście
namalowane na twarzy Makarego, ale oczy nie zostały w ogóle
namalowane. Ta zadziwiająca maniera została wybrana świadomie:
święty nie potrzebuje cielesnych oczu, du chowymi oczyma widzi
Boga, nie patrzy na świat zewnętrzny, cały jest skoncentrowany
na swoim wnętrzu. Św. Makary żyje w światłości,
sam jest światłością („Żyję już nie
ja, ale żyje we mnie Chrystus", Ga 2,20). Twarz i ręce
na tle światła, w którym z ledwością można
rozróżnić zarys postaci świętego to obraz niezwykłej
mocy, dzieło Teofanesa. Jest to klasyczna ilustracja prawosławnego
doświadczenia mistycznego: asceta w procesie zbliżania się
do Boga pogrąża się w światłość, w
Bożą rzeczywi stość, ale przy tym nie niknie jak sól
w wodzie (tak nauczają wschodnie religie), ale zachowuje swoją
osobowość, która wymaga oczyszczenia i przebóstwienia,
ale zawsze pozostaje suwerenną. Chrześcijaństwo głosi
całościową osobę i interpersonalną zasadę
kontaktu z Bogiem, co wypływa z tajemnicy Trójcy Świętej,
we wnątrz której Osoby pozostają „bez pomieszania i bez
podziału". Chrystus modlił się o jedność
uczniów: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie,
a Ja w Tobie, aby i oni stanowili dynie człowiek jako osoba. Ta zasada
nie zawsze była przestrze gana w ascetycznej tradycji wschodniochrześcijańskiego
monasty cyzmu, ale ojcowie hezychaści zawsze o tym przypominali.
Można powiedzieć, że obrazy słupników i pustelników
kaplicy Trójcy Świętej przedstawiają różne
stopnie przebóstwienia, różne stopnie tej drabiny,
o której pisał jeden z filarów hezychazmu św.
Jan Klimak, igumen monasteru synajskiego. Na najwyższym sto pniu
Teofanes stawia św. Makarego Egipskiego, ascetę z IV wieku,
świadka początków monastycyzmu. Z jego imieniem zwykle
wią że się początek tradycji hezychazmu. Teofanes
ukazuje nam, jak światłość Taboru działa na ascetę.
Jest to swoista i płomienna nauka o drodze hezychastycznej oraz wezwanie
do jej naślado wania. Epifaniusz Mądry w liście do Cyryla
Twerskiego napisał, że Teofanes był filozofem bardzo doświadczonym
w dyskusji i wszystkich intrygował swoimi opowieściami. Patrząc
na jego malarstwo można to sobie dobrze wyobrazić. W pracy nad
pro gramem ikonograficznym cerkwi Przemienienia w Nowogrodzie grecki mistrz
okazał się nie tylko malarzem wirtuozem, ale także głębokim
teologiem i dynamicznym kaznodzieją. Niektórzy bada cze próbowali
z powodu niezwykłej maniery artystycznej Teofa nesa przypisywać
mu związki z ruchami heretyckimi we współ czesnym mu
Nowogrodzie, zwłaszcza ze strzygolnikami. Są to jednak opinie
niczym nie uzasadnione, gdyż strzygolnicy byli antytrynitarzami i
nigdy nie mogliby wznieść się na takie wyżyny wyznania
Trójcy Świętej, jak widzimy to u Teofanesa. Przeciwnie,
właśnie dzięki wyraźnej obrazowości języka
artystycznego Teofa nesa jego malarstwo stało się autentycznym
głoszeniem prawo sławnego doświadczenia duchowego, w tych
czasach mało jeszcze znanego na Rusi, doświadczenia związanego
z samymi źródłami chrześcijańskiej ortodoksji.
Teofanesowi Grekowi przypisuje się także namalowanie zna komitej
ikony Bogurodzicy Dońskiej (ok. 1395 r.) (ii. 22). Brakuje wiarogodnych
świadectw na rzecz autorstwa Teofanesa, ale styl malarski zdradza
rękę mistrza Greka, a układ ikony świadczy o hezychastycznym
kierunku jego myśli. Obraz Bogurodzicy Don dzimierza do Moskwy. Styl
malarski jest soczysty, swobodny, kolory nasycone, głębokie,
pociągnięcia pędzla tworzą wspaniałą powierzchnię.
Tak malowano w tym czasie w najlepszych pra cowniach Konstantynopola.
Sam obraz Bogurodzicy i Dzieciątka jest potraktowany głęboko
i nietypowo. Zwłaszcza aktywną rolę gra kolor niebieski
i złoto. Złotem poza tłem (obecnie tło jest oczyszczone
do lewkasu i jest białe) namalowano szaty Chrys tusa (symbol Jego
królewskiej godności), szlaczek na maforium Bogurodzicy (symbol
Jej duchowych darów, które Ją upiększają)
i gwiazdy (symbol Jej czystości). Głębokim niebieskim kolorem
namalowano klawi na rękawie Chrystusa, czepiec i rękaw spod
niej szaty Maryi. Jednakże najbardziej zadziwiającym szczegółem
jest niebieski zwój w ręku Chrystusa, przewiązany cienką
złotą nitką. Jest to symbol nauki Chrystusa, Słowa,
które przyszło na świat.
W zadziwiający sposób są namalowane oblicza Chrystusa
i Bogurodzicy delikatnymi poruszeniami pędzla z lekkim zaró
żowieniem, dosłownie chroniąc ciepło życia, a
z oczu płynie de likatna światłość. Chce się
powiedzieć, że jest to cicha światłość,
ale w głębi oczu kryje się niezwykłe źródło
energii, która nadaje postaciom moc i wewnętrzne napięcie,
niezwykłą koncentrację ducha. Teofanes nie korzysta w tym
wypadku z ekstrawaganckich manier, jak to miało miejsce w wypadku
nowogrodzkich malo wideł, ale aktualizując tradycyjny język
mistrz tworzy obraz o nie mniejszej sile przekonywania i duchowej mocy.
Ikona Bogurodzicy Dońskiej jest ikoną procesyjną i ma malo
widło z obu stron. Na odwrotnej stronie namalowano obraz „Za śnięcie
Najświętszej Bogurodzicy", ponieważ ikona była
przezna czona dla soboru Zaśnięcia w Kołomnie (il. 23).
Artysta przedsta wił kompozycję Zaśnięcie w skróconym
wariancie (bez tematów apokryficznych przeniesienia apostołów
z różnych krańców zie mi do łoża Bogurodzicy
i innych). Całą uwagę mistrz skoncen trował na rzeczy
najważniejszej Chrystus przychodzi po duszę Bogurodzicy. Na
łożu spoczywa Matka Boża, wokoło stoją apo stołowie,
którzy przyszli się z Nią pożegnać. Lakoniczność
sche matu ikonograficznego zmusza do bardziej precyzyjnego opraco wania
każdego szczegółu. Na przykład świeca stojąca
przed łożem Bogurodzicy jest wieloznacznym symbolem. Jest to
życie świętego, który płonąc oddaje światłość,
i modlitwa zanoszona do Boga; świeca jest także symbolem Bogurodzicy,
którą akatyst nazywa „świecą przyjmującą
światłość". Świeca koresponduje z postacią
Chrystusa w złotych szatach. Nad głową Chrystusa jasnoczer
wony serafin. Postać Chrystusa także przypomina świecę.
Świeca i postać Chrystusa określają podstawową
wertykalną oś kompo zycji; wraz z horyzontalnym łożem
Bogurodzicy tworzą krzyż symbol zwycięstwa Chrystusa, zmartwychwstania,
tryumfu życia nad śmiercią. Pałace po obu stronach
oskrzydlają kompozycję, kierują naszą uwagę ku
centrum, ku wydarzeniu rozgrywającemu się przy łożu.
Skondensowana przestrzeń rozdziela się jakby na dwa obszary,
jak rzeczywistość podzielona na dwie warstwy: widzialną
i postrzeganą przez wiarę. Na pierwszym apostołowie, którzy
przyszli pożegnać się z umierającą Bogurodzicą,
na drugim objawienie się Chrystusa z duszą Maryi na rękach,
w postaci owiniętego w pieluszki niemowlęcia. Obok Chrystusa
dwaj bisku pi to Jakub brat Pański i Hieroteusz Ateński (męczennicy
żyjący w I w.). W oczy rzuca się przede wszystkim dziwnie
ciemny, prawie czarny kolor mandorli otaczającej postać Chrystusa.
Man dorla znak Bożej chwały, światłości, jaśnienia,
które towarzyszą Chrystusowi. Dlaczego Teofanes namalował
mandorlę w kolorze ciemnoniebieskim, prawie czarnym? Zwróćmy
się znowu do tra dycji hezychastycznej. Ojcowie hezychaści nazywają
Bożą światłość ponad światłościową
ciemnością, ucząc, że w swojej głębi światłość
ta jest nieprzenikalna tak samo, jak niepoznawalny jest Bóg. Niedostępna
światłość może być przez człowieka
traktowana jako ciemność. Światłość oślepia
człowieka i spotkanie z nią wielu ascetów traktowało
jako wstępowanie w mrok. Przypomnijmy, że Paweł na drodze
do Damaszku został oślepiony przez tę światłość
(Dz 22,6 11). Na ten temat piszą św. Symeon Nowy Teolog, św.
Grzegorz Palamas oraz inni mistycy i teolodzy. Na ciemnym tle mandorli
wyraźnie odbija się postać Chrystusa w złotych szatach,
a nad Jego głową ognisty serafin w jasnoczerwonym kolorze w
tym wypadku Teofanes pozostaje wierny swojej miłości do niezwykłych
manier w malarstwie.
Na przykładzie dwóch prac Teofanesa malowideł z kościoła
Przemienienia w Nowogrodzie i ikony Bogurodzicy Dońskiej (ze sceną
Zaśnięcia na odwrocie) z Kołomny możemy uznać
malarza za wybitnego przedstawiciela sztuki hezychazmu. Energiczna ma
niera, wyraziste postacie, głębia przeżyć duchowych
i znajomość doświadczenia kontemplacji wszystko to ujawnia
nam osobo wość samodzielną, pełną temperamentu
i niezwykle uzdolnioną.
Zupełnie inny jest Andrzej Rublow drugi niemniej wybitny artysta
kierunku hezychastycznego. Rublow jest całkowitym prze ciwieństwem
wielkiego Bizantyjczyka, chociaż duchowa baza, na której obaj
wyrośli, była praktycznie taka sama. Związek twór
czości Rublowa z hezychazmem jest oczywisty, ale w danym wypadku
wszystkie podstawowe postulaty nauki zostają wyjaś nione w całkowicie
różny sposób, inny jest też obraz.
Nie wiemy, jak układały się wzajemne kontakty dwóch
mi strzów. Wiadomo, że ich spotkanie miało miejsce podczas
pracy nad ikonostasem soboru Zwiastowania moskiewskiego Kremla (ii. 25).
Jak podaje kronika, w 1405 roku na zamówienie wielkie go księcia
Wasyla Dmitrijewicza pracowali w soborze trzej mi strzowie: Teofanes Grek,
Prochor z Gorodca i mnich Andrzej Rub low. Ponieważ Rublow jest wymieniony
jako ostatni, prawdopo dobnie był najmłodszy. Poza tym jest
określony jako prosty mnich, bez żadnych tytułów
i godności. Praca nad ikonostasem została podzielona następująco:
Deesis malował Teofanes, a Prochor i An drzej podzielili między
siebie ikony świąt. Talent Teofanesa i w tym wypadku przejawił
się z niezwykłą siłą. Teofanes jest przede wszystkim
kolorystą jego nasycony kolor zaraża niezwykłą mocą
energii i rozlewa się tajemniczym poblaskiem. Tak została nama
lowana, na przykład, postać Bogurodzicy w szatach intensyw nego
niebieskiego koloru z subtelnymi i delikatnymi błękitnymi przebłyskami,
jakby mrugającymi w mroku. Ten kolor przypomi na drogocenny kamień
szafir lub akwamaryn czystej wody. Niebieski kolor szat symbolizuje tajemnicę
wiecznej Dziewicy. Wydłużona postać Bogurodzicy przypomina
świecę. Jak płomień tej świecy jest twarz Bogurodzicy,
blask światła, płynącego deli karnym i zarazem energicznym
potokiem z oczu. Właśnie ten blask tworzy postać. Światłość
jest jakby powstrzymywana we wnątrz postaci, ale jej moc jest taka,
że może rozpłomienić cały świat. Światłość
Teofanesa to ogień ukryty w naczyniu, słabym i drogocennym,
w naczyniu ludzkiego ciała: w jaśniejącej złotymi
szatami postaci Chrystusa (obecnie na skutek ubytków szaty wydają
się białe), przebóstwionego ciała zmartwychwstałego
Chry stusa, w nieskazitelnie udrapowanej szatami postaci Bogurodzicy,
w ascetycznej postaci Jana Chrzciciela.
Obrazy Rublowa są zupełnie inne. Są także pełne
światłości, ale pogodna światłość równo
zalewa przestrzeń ikony. U Teofanesa światłość
koncentruje formę, u Rublowa światłość poszerza
prze strzeń. U Teofanesa światłość popieli ciało,
u Rublowa przemienia. Jednakże na ikonach z soboru Zwiastowania talent
Rublowa i jego koncepca światłości Taboru oraz przebóstwienia
nie były jeszcze do końca opracowane, chociaż kontemplacyjne
ukierunkowanie jego twórczości jest już wyraźnie
widoczne.
Weźmy dla przykładu jedną z ikon ikonostasu soboru Zwia
stowania: „Przemienienie". Zauważmy, że kolor gwiaździstej
man dorli wokół postaci Chrystusa przemienionego na Taborze
jest ciemny. Czy jest to bezpośredni wpływ Teofanesa czy też
taka była tradyca ówczesnego malarstwa, trudno powiedzieć.
Później Rublow będzie unikał podobnych kontrastów,
wykorzystując za sadę kolorów dopełniających.
Kompozycja ikony jest opracowana dość niezwykle: na szczycie
góry Chrystus i stojący przed Nim Mojżesz oraz Eliasz,
a niżej, u podnóża, leżący w strachu i lęku
apostołowie; między tymi dwiema grupami wolna przestrzeń.
Postacie są tak podzielone, że bardzo ostro odczuwa się
dystans między światem boskim i ludzkim (przypomnijmy, jak ciasno,
prawie stykając się, byli przedstawieni apostołowie w jednej
z pierwszych kompozyc'i na ten temat mozaice z klasztoru Św. Katarzyny
na Synaju). W tej manierze wyczuwa się bojaźń przed tajemnicą
objawionej na Taborze boskiej światłości. Jeśli porównać
„Przemienienie" z soboru Zwiastowania z „Przemienieniem" z Pieriesławia
Zaleskiego, które jest przypisywane Teofanesowi Grekowi, to różnica
temperamentów greckiego i ruskiego mistrza będzie jeszcze
wyraźniejsza. W „Przemienieniu" z Pieriesławia białe
błyskawice „tną" przestrzeń, wbijają się
w ciało ziemi i wszy stko wokół jaśnieje światłością.
Promień światłości jak włócznią przygważdża
każdego z apostołów do ziemi: „Upadli na twarz i bardzo
się zlękli" (Mt 17,6). Zatrzęsły się fundamenty
ziemi, Tabor (w interpretacji Teofanesa) to katastrofa, przedsmak Sądu.
„Sąd polega na tym, że światło przyszło na świat"
(J 3,19) mówi Ewangelia i Teofanes stawia akcent na słowie
„sąd". Ten sam ewangeliczny epizod Rublow pokazał na ikonie
„Przemienienie" z soboru Zwiastowania zupełnie inaczej. Światłość
jest spokojna, łaskawa i delikatna. Jest przyjęta przez uczniów
jako wielka taje mnica (ciemna mandorla jest znakiem tej tajemnicy) i
jak nie wypowiedziana łaska: „Dobrze nam tu być" (Mt 17,4).
Różnica w interpretaci tego samego zjawiska duchowego jest
oczywista. Możliwe że wiąże się to z różnym
doświadczeniem duchowym każdego z mistrzów: Rublow przede
wszystkim jest mnichem, który przeszedł szkołę samotnej
modlitwy, posłuszeństwa i poko ry, a Teofanes jest artystą
wędrowcem (nie wiadomo czy był mni chem) i kaznodzieją.
Obrazy Rublowa zawsze odznaczają się rów nowagą
i spokojnym stanem ducha, są jak czysta przejrzysta woda (obrazy
Teofanesa, jak widzieliśmy, pokazują ognistą naturę).
W 1408 roku wraz ze swoim przyjacielem i „towarzyszem postów",
jak go nazywają kroniki, Danielem Czarnym, Rublow wykonał dekorację
malarską w soborze Zaśnięcia we Włodzimie rzu (ii.
29). Centralne miejsce zajmuje wśród nich kompozyc'a „Sąd
Ostateczny". Ten temat bardzo trwożył umysły współczes
nych Rublowa. Średniowieczna eschatologia człowiekowi nowych
czasów wydaje się zawsze czymś mrocznym i przerażającym.
Rzeczywiście, zwłaszcza w okresie niewoli tatarskiej kronikarze
często wspominali gniew Boży wylany na Ruś jako karę
za ludzkie grzechy, mówili o czasach ostatecznych i przeczuciu
końca świata. Jednak nie było to tak jednoznaczne, a na
przykładzie malowideł z Włodzimierza staje się oczywiste.
Andrzej Rublow i Daniel Czar ny rozwiązują temat Sądu Ostatecznego
i drugiego przyjścia Pana Jezusa Chrystusa w duchu hezychastycznej
teologii światłości: „Sąd polega na tym, że światło
przyszło na świat" (J 3,19). W centrum kompozycji przedstawiony
jest „Tron Przygotowany" („Hetojmazja"), któremu kłania
się Bogurodzica, kobiety niosące
wonności i aniołowie. W szczycie sklepienia przedstawiony jest
Chrystus błogosławiący świat. Zbawiciel przedstawiony
jest w zło tych szatach na tle niebieskich koncentrycznych kręgów.
Cała Jego postać jest w ruchu skierowanym na spotkanie oczekujących.
Na dolnej powierzchni sklepienia rozmieszczeni są zasiadający
na dwunastu tronach apostołowie, a za nimi tłumy aniołów.
Cała kompozycja przeniknięta jest pogodną światłością
i pełna radości oczekiwania. Harmonia i zgoda, mądrość
i szlachetność widoczne są w postaciach apostołów
rozmawiających z aniołami. W nikim nie widać nawet cienia
strachu, z którym zwykle łączy się Sąd Ostateczny:
„Doskonała miłość usuwa lęk" (1 J 4,18).
Światłość, która przychodzi na świat,
jest miłością przebóstwiającą świat.
Taka jest koncepcja Andrzeja Rublowa. Takiej jasności i czystości
nie osiągnie już żaden z ruskich mistrzów. Następne
pokolenia będą się zbawiać „litością z obawą"
(Jud 1,23) i tematyka drugiego przyjścia Pana w kompozycji „Sąd
Ostateczny" przejdzie na drugi plan, a na pierwszym pojawi się
malarskie opisanie cierpień w pie kle, przygotowanych dla grzeszników,
w przedstawianiu których malarze osiągną swoistą
doskonałość.
Andrzej Rublow jako mnich dobrze znał duchową walkę, ale
jako prawdziwy hezychasta całą uwagę koncentrował
nie na cie mności, z którą walczy, ale na zwycięskiej
światłości. Nawet Anty chrysta przedstawia w swoisty sposób.
Ilustrując proroctwo Da niela o czterech królestwach (Dn 7,3
7) artysta maluje cztery zwie rzęta. Zwykle artyści przedstawiają
Antychrysta jako dziwną istotę, której sam widok może
doprowadzić do przerażenia. Rublow natomiast przedstawił
małego szarego pieska lub hienę, raczej budzącą obrzydzenie
niż przerażenie. Jest to bardzo charaktery styczne powoduje
powstanie u widza nie strachu przed grze chem, ale raczej obrzydzenia.
„Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem"
(Rz 12,9).
Ogólny nastrój włodzimierskich malowideł szczególnie
dobrze wyraża postać apostoła Piotra, idącego na spotkanie
Zbawiciela („Apostoł Piotr prowadzi sprawiedliwych do raju").
W tym wy padku widać spełnienie słów niegdyś
powiedzianych przez Chry stusa: „Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje
się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać"
(J 16,22).
W ten sposób Andrzej Rublow rozwiązuje problem Sądu Osta
tecznego. Jednakże w kontekście hezychastycznej tradycji misty
cznej takie przejście od ciemności otchłani do światłości
nauki Chrystusa nie jest wcale czymś niespotykanym. Takie podejście
w większym stopniu ujawnia prawdziwego ducha prawosławia, niż
tryumfująca w następnych epokach mroczna eschatologia. Przecież
na każdej Liturgii powtarza się w ektenii: „O dobrą odpowiedź
na budzącym bojaźń Sądzie Chrystusa, prośmy".
Tak samo świetliście namalowane są malowidła soboru
Św. Dymitra, znajdującego się niedaleko od soboru Zaśnięcia.
To tu w XII wieku pracowali dwaj mistrzowie Grek i Rosjanin którzy
stworzyli podobną kompozycję, którą Rublow bez wątpienia
bardzo dobrze znał. Wiadomo także, że w końcu XIV
wieku do Moskwy z Bi zancjum przywieziono ikonę „Sąd Ostateczny",
która zadziwiła swoją jasnością i czystością
kolorów. Można więc poczynić w pełni usprawiedliwiony
wywód, że Andrzej Rublow i Daniel Czarny niczego nie wymyślili
i nie byli reformatorami, lecz po prostu byli wierni tej tradycji, która
w późniejszych czasach zostanie zastą piona przez inne
rozumienie prawosławnej duchowości.
Dla soboru Zaśnięcia we Włodzimierzu Andrzej Rublow na
malował także kopię cudownej ikony Włodzimierskiej
Matki Bożej. Chociaż nie mamy dokładnych świadectw
o autorstwie , to jednak układ ikony bliski jest dziełom Rublowa.
Obraz Włodzimierskiej Bogurodzicy w wersji Rublowa (nazwijmy go tak
umownie) jest delikatny i świetlisty, linie konturów obrysowują
płynną sylwetkę. Oblicza są zadumane, wyobcowane,
dosłownie pogrążone w mil czącej modlitwie. Delikatne
kolory są pełne światła, jak gdyby cała ikona
została namalowana światłem, dzięki czemu Boguro dzica
zdaje się wyglądać nie jak istota ziemska, lecz raczej
istota anielskiego pochodzenia. Pochylenie głowy i ogólny
zarys postaci przypominają aniołów z „Trójcy Świętej"
Rublowa. Przed nami głęboki obraz modlitewny, zrodzony w pogodnej
kontemplacji, w milczeniu.
Ikona Rublowa „Trójca Święta" nie wymaga długich
wyjaśnień jest to przecież klasyka ruskiego hezychazmu.
Ikona została namalowana ku „pochwale Sergiusza" wielkiego męża
modlitwy, który nie teoretycznie, a praktycznie opracowywał
tradycję „Mod litwy Jezusowej" na Rusi, pielęgnując
trudny pustynny grunt dusz, żeby wzrastały owoce ducha, żeby
ziemia ruska została oświecona światłem Chrystusowej
miłości i radością zbawienia. Orędownik ziemi
ruskiej nie ustawał w wezwaniach do „kontemplowania Trójcy
Świętej, aby tym właśnie zwyciężać
nienawistną niezgodę tego świata". A żył
przecież Sergiusz w okrutnych czasach, gdy brat na brata szedł
z mieczem, a hordy tatarskie jak głodne wilki, korzystając z
niezgody chrześcijan, okradały tę biedną ziemię,
niszczyły lud. W tym właśnie czasie rozległo się
wezwanie igu mena z Radoneża do braterskiej miłości, jedności,
wzrastania du chowego. Uczniowie Sergiusza szli w dalekie ziemie, niosąc
świat ło prawdy. To oni wykonali tę nielekką pracę
duchową, która sprzyjała duchowej i narodowej konsolidacji
Rusi. Zwycięstwo nad Tatarami dokonało się nie na Polu
Kulikowym, a w pełnym ciszy klasztorze Trójcy Świętej,
nie siłą oręża mogli przeciwstawić się ludzie
ruscy nieprzebranym hordom, a mocą Ducha Świętego (Za 4,6),
do zdobywania którego wzywali asceci.
Fenomen duchowy Sergiusza polega także na tym, że obja wienie
o światłości i pouczenie o modlitwie serca otrzymał
nic jeszcze nie wiedząc o tym ruchu, który ogarnął
w XIV wieku Bizancjum. Sergiusz zaczynał sam, oddalając się
do starych pod moskiewskich lasów, jak niegdyś oddalali się
na pustynię w Egi pcie starożytni asceci, ratując się
przed światem. Jednakże wspól nota tego doświadczenia
z tym, co czynili jego bracia na Atosie, Synaju i w innych prawosławnych
klasztorach, ujawniła się wkrót ce z całą oczywistością.
Jak podaje pierwszy biograf Sergiusza, Epifaniusz Mądry, patriarcha
Filoteusz „dał mu błogosławieństwo (...), krzyż
i paramandias, i schimę i pismo". W patriarszym pi śmie
była zawarta rada, żeby Sergiusz wprowadził w klasztorze
regułę cenobityczną i tym właśnie sprzyjał
rozprzestrzenianiu się duchowego doświadczenia kontemplacyjnego
wśród uczniów. Ra da Filoteusza została spełniona
i wkrótce klasztor stał się epicen trum ruskiego odrodzenia
duchowego. W ten sposób dwa potoki duchowe połączyły
się w jeden. Sprzyjała temu również przyjaźń
Sergiusza i jego krewnego Fiodora, igumena klasztoru Św. Sy meona
w Moskwie, z metropolitą Cyprianem, przysłanym na Ruś przez
tego samego patriarchę Filoteusza. Jak wiadomo, wielki książę
moskiewski Dymitr Iwanowicz nie chciał przyjąć Cypriana
i wyrzucił go z Moskwy (i to ten sam bohater bitwy na Kulikowym Polu,
ruski święty!). W tym wypadku być może po raz pierwszy
z taką siłą ujawniły się sprzeczności między
Kościołem i pań stwem, co będzie niepokoić Ruś
aż do XX wieku. Jest rzeczą charakterystyczną, że
sprzeczności te ujawniły się przez światłość,
którą głosili hezychaści: „Światło przyszło
na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność
aniżeli światło" (J 3,19). Los tradycji hezychastycznej
w przyszłości będzie układał się równie
drama tycznie. Jednakże światłość, o której
rozmyślali asceci i mnisi, wydawała swoje owoce. Andrzej Rublow,
jeden z wielu uczniów św. Sergiusza, jest tego najlepszym
potwierdzeniem.
Obraz Trójcy jest szczytem twórczości Rublowa33.
W tym wy padku kontemplacyjna osnowa szkoły duchowej św. Sergiusza
znalazła swój doskonały wyraz. Rublow jest nie tylko
malarzem, lecz przede wszystkim mnichem, mężem modlitwy, nie
jest teo retykiem, lecz praktykiem. Stąd wypływają wszystkie
osobliwości jego sztuki. Teofanes Grek z właściwą
mu wymownością przeko nuje widza, demonstruje przed nim wszystkie
stadia duchowego odrodzenia, obnaża proces przemienienia i przebóstwienia,
wstę powania po stopniach Ducha. Rublow postępuje inaczej: ukrywa
proces duchowego wysiłku, cnotliwie milczy o tej walce, którą
prowadzi asceta w ciszy swojej celi, a której świadkiem jest
jedynie Bóg. Jego obrazy są owocem niewidzialnej walki, to
obrazy do skonałości, harmonii, czystości, świętości
tego wszystkiego, co objawia się ascecie na szczytach kontemplacji.
Są to owoce Ducha (Ga 5,22 23).
Teofanes Grek to malarz intelektualista, „filozof chytry wielce",
jak go nazywa Epifaniusz Mądry. Teofanes wstrząsa naszą
świa domością. Można do niego odnieść słowa
Kazania na Górze: „Błogosławieni, którzy łakną
i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni"
(Mt 5,6). Rublow natomiast odkrywa Boga przez milczenie, przez modlitewne
oczyszczenie serca. Jego dewiza to: „Błogosławieni czystego
serca, albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt 5,8).
Przy tym choć obaj artyści wyszli z jednej tradycji hezychastycznej,
ich różnice ujawniają odmienność kulturowego
i duchowego klimatu Bizancjum i Rusi. W Bizancjum od czasów soborów
powszechnych przyjęto udowadniać swój punkt widzenia
wobec innych ludzi, spory teologiczne prowadzono tam nieustan nie, przenoszono
na sobory, dysputy i place, tworzono bogatą literaturę polemiczną.
Na Rusi nie istniała tradycja dialogu teo logicznego, która
przeszła do Bizancjum z tradycji antyku. Na Rusi teologię uprawiano
inaczej życie liturgiczne, posłuszeństwo monastyczne, sztuka
ikony były głównymi formami teologii. Właś
nie na tej bazie wyrósł geniusz Andrzeja Rublowa.
Rząd ikon ze Zwienigorodu, którego autorem był najpra
wdopodobniej także Andrzej Rublow, jest jeszcze jednym świa
dectwem wielkości, jaką osiągnęła myśl teologiczna
na Rusi. Z ca łego rzędu pozostały tylko trzy ikony centralny
obraz Zbawiciela, obraz Pawła Apostoła i obraz archanioła
Michała (il. 26), (il. 28), (il. 27). W historii sztuki światowej
mało jest takich dzieł, które można nazwać
absolutnym wyrażeniem ducha narodu i zarazem dziełem Ducha Świętego.
Rząd ikon ze Zwienigorodu bez wąt pienia należy do takich
dzieł.
Duchowym centrum rzędu ze Zwienigorodu jest obraz Zba wiciela. Na
desce dużych wymiarów przedstawiony jest Zbawiciel do pasa.
Ikona źle się zachowała: zniszczony został cały
jej koloryt, zdarty został nawet lewkas i powłoka, ale zachowało
się oblicze zadziwiające oblicze Chrystusa. Namalowane jest
w sposób prosty, a zarazem z niezwykłą godnością.
W obrazie tym zostały połączone moc i łagodność,
szlachetność i duchowa głębia, łagod ność
oblicza i zdecydowane spojrzenie. Jest to bardzo ruski, sło wiański
obraz, ale zarazem w pełni odpowiadający ewangelicz nemu objawieniu
o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Duchowy i artystyczny geniusz Rublowa
osiąga nieprawdopodobne wyży ny: obraz Zbawiciela jest niezwykle
pełny, wszystkie przeciwień stwa zanikają, jak czytamy
o tym w psalmie: „Łaskawość i wier ność spotkają
się z sobą, ucałują się sprawiedliwość
i pokój" (Ps 85,11). Jedność przejawia się
nawet w technice malarskiej oblicze zostało namalowane delikatnymi
ruchami pędzla, z subtelnymi przejściami od warstwy do warstwy
farby, bliki są tak nałożone, że obraz wydaje się
być nie wykonany ludzką ręką. Panuje na nim światłość,
ale nie ostra światłość, bijąca w oczy, ale łagodna,
łaskawa, sięgająca serca. Światłość
ta płynie z oczu z mocą, ale bez przemocy, bez cienia osądzenia,
łaskawie, ale też bez potaki wania. Oto zaprawdę „Bóg
jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności"
(1 J 1,5). Porównując ten obraz z jakimkolwiek innym, nawet
kopią ikony Rublowa, co niejednokrotnie radziły sobory, można
zrozumieć, jak głębokie jest źródło Ducha
odkryte przez hezychastów i jak wiele straciła ruska kultura
duchowa, gdy skierowała ten czysty potok na peryferie.
Obraz Apostoła Pawła z rzędu ikon ze Zwienigorodu jest
niemniej głęboki i interesujący. Jest to obraz intelektualisty
filozo fa, zarazem pełen łagodności i wewętrznej ciszy
modlitewnej. Postać Apostoła, zwrócona ku Chrystusowi
i pochylona przed Nim, wyraża pokorę wobec chwały Bożej.
W tym ujawnia się hezychastyczne rozumienie wyższości poznania
duchowego nad intelektualnym, a zarazem zakorzenienie ich obu w modlitwie.
„Nie jest teologiem, kto mało się modli", powtarzali nauczyciele
modlitwy serca. Sam Paweł Apostoł pisał o tym następująco:
„Wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci,
bylebym pozyskał Chrystusa" (Flp 3,8).
W tym samym duchu potraktowany jest obraz Michała Ar chanioła.
Jak wymaga tego kanon, szaty Arcystratega są namalo wane w kolorach
niebieskim i czerwonym tych samych, jakimi maluje się szaty Chrystusa,
ponieważ ze wszystkich mocy niebie skich Michał jest najbliższym
Bogu, jest wodzem niebieskich za stępów, występuje w
obronie prawdy przeciwko oskarżycielowi i przeciwnikowi Boga Szatanowi.
Samo imię tego archanioła znaczy w tłumaczeniu z języka
hebrajskiego: „Któż jak Bóg". Tradycja teologiczna
zarówno Kościoła wschodniego jak i zachod niego długo
zajmowała się postacią Michała Archanioła. Jednakże
obraz namalowany przez Rublowa jest wręcz nieoczekiwany: jego Arcystrateg
jest łagodny i pokorny. Jest to bardzo łagodna istota, w pochyleniu
jego głowy kryje się pełna subtelności gracja. Wy
szukane malarsko skrzydła, błyszczące kolory szat, łagodny
zarys głowy ze wspaniałym uczesaniem wszystko to nadaje obrazowi
prawie samodzielną wartość estetyczną. Jednak nad
wszystkim tym panuje „wnętrze serca człowieka o nienaruszalnym
spokoju i łagodności ducha" (1 P 3,4) Dlaczego wojowniczy
anioł pod pędzlem Rublowa przemienił się w łagodną
i subtelną istotę? Jako kontrast z tym obrazem mimo woli przypomina
się współczesny mu obraz archanioła Michała
z soboru Archaniołów w moskie wskim Kremlu, na którym
widzimy prawdziwego rycerza, pełnego energii, mocy, nieposkromionej
siły, nieugiętej woli. Rzeczywiście, obraz kremlowski jest
bardziej tradycyjny, ale za to obraz Rublowa jest bez wątpienia bardziej
głęboki. Zwróćmy się znowu do tradycji hezychastycznej,
która pomoże nam zrozumieć interpretację Rub lowa.
Życie ascety jest duchową walką, niejeden tom dzieł
i po uczeń ascetycznych napisali ojcowie hezychaści. Istota
tej walki sprowadza się do tego, o czym pisał już Paweł
Apostoł: „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz
przeciw Zwie rzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom
świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła
na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną
zbroję Bożą (...). Stańcie więc [do walki] przepasawszy
biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym
jest sprawiedliwość (...). W każdym położeniu
bierzcie wiarę jako tarczę (...). Weźcie też hełm
zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże" (Ef 6,12 17).
Łagodność i modlitewna kontemplacja Arcystratega Michała
jak gdyby ukrywają znajdujące się w nim moce i dlatego
uważne serce może ogarnąć ten obraz w całej pełni.
On daje pomoc modlącemu się w zwyciężaniu żądz
świata przede wszystkim w sobie.
Namalowane przez Rublowa obrazy ze Zwienigorodu są naj czystszym
wyrazem doświadczenia hezychastow, którego uczono w klasztorach
o orientacji św. Sergiusza. Cała twórczość
Rublowa odbija stopień przeniknięcia do ruskiej gleby duchowej
nauki, która jednym ruchem pociągnęła za sobą
cały wschodniochrze ścijański, prawosławny świat.
Obrazy Andrzeja Rublowa stanowią, jeśli można tak powiedzieć,
ruski wariant hezychazmu, który połączył ogólne
prawa życia duchowego z ruską mentalnością. Oto dlaczego
sobory rekomendowały ikonografom naśladowanie kanonu Rublowa.
Naśladował ten kanon również Dionizy ostatni malarz
hezychazmu, wieńczący plejadę mistrzów złotego
wieku ruskiej ikony.
Dionizy nie przypomina ani Teofanesa Greka, ani Andrzeja Rublowa, chociaż
jego harmonia jest najbliższa Rublowowi. Mo żliwe, że w
tym przejawiła się ich słowiańska natura, nie zarażona
śródziemnomorską energią, która wrzała
w duszy i silnym inte lekcie wielkiego Bizantyjczyka. Dionizy to krew
z krwi ruski malarz. Wiele pracował na Pomocy w klasztorach Św.
Thera ponta, Cyryla i innych północnych klasztorach, założonych
przez uczniów i naśladowców św. Sergiusza. Łagodne
piękno północy wywarło piętno na twórczości
Dionizego.
Jeśli estetyka Rublowa wynika z harmonii milczącego kontem plowania
światłości, to harmonia Dionizego bazuje na muzyce linii
i kolorów, które zaczynają nabierać samodzielnej
wartości estetycznej. Hezychazm Rublowa jest jego osobistym doświadcze
niem mistycznym, Dionizy otrzymuje tradycję hezychastyczną jako
dziedzictwo, naśladuje bardziej określoną tradycję
ikonogra ficzną, niż świadomie wyznaje hezychazm jako naukę.
Ta różnica da się wytłumaczyć nie tylko tym,
że Rublow był mnichem, a Dionizy świeckim (jak wiadomo
Grzegorz Palamas nastawał na to, żeby świeccy również
oddawali się hezychastycznej praktyce mistyczno ascetycznej), ale
także duchową sytuacją, jaka zaistniała na Rusi na
przełomie XV i XVI wieku. Dionizy, jak wiadomo, pracował na
zamówienie klasztorów kontynuujących tradycję
św. Sergiusza i miał bliskie kontakty z wielkimi ascetami, na
przykład z Pafnucym Borowskim. Jednak pracował on również
dla prze ciwnej orientacji i pozostawał w bliskich kontaktach na
przykład z Józefem Wołockim. Na jakość twórczości
Dionizego tego typu rozdwojenie nie miało dużego wpływu,
ale jego obecność w du chowym życiu Rusi świadczy
o wielu rzeczach. Dwa lub trzy pokolenia po Sergiuszu i Rublowie doświadczenie
hezychastyczne uległo znacznym zmianom i nie wywierało już
silnego wpływu na duchowy stan ruskiego narodu.
Za szczyt twórczości Dionizego słusznie uważa się
freski w so borze Narodzenia Najświętszej Bogurodzicy w klasztorze
Św. The raponta (Ferapont) (il. 32), (il. 33). Jest to zadziwiający
swym pięknem kompleks: obrazy pełne są światłości,
kompozycje zbu dowano na subtelnych połączeniach kolorystycznych.
Wyszukane formy i wydłużenie proporcji figur Dionizego nie mają
analogii
w calym malarstwie staroruskim. Jednak przez piękno i harmonię
można zobaczyć te cechy, które bardzo szybko doprowadzą
wielką sztukę do upadku.
Sobór klasztoru Św. Theraponta jest poświęcony Narodzeniu
Bogurodzicy i dlatego programem ikonograficznym stało się wy
wyższenie Bogurodzicy i zawsze Dziewicy Maryi. Podstawą lite
racką jest w tym wypadku akatyst, którego poetycka budowa
określa kanwę kompozycji fresków. W absydzie Dionizy
umieścił obraz Bogurodzicy z Dzieciątkiem, zasiadającej
na tronie, przed którym kłaniają się aniołowie
oraz cały świat niebieski i ziemski. Wielka postać Bogurodzicy
dominuje w przestrzeni świątyni i wszystko wokół
zlewa się w jeden chór sławiący Matkę Boga.
Malowidła jak dywanem pokrywają sklepienia ściany, a nawet
„wylewają się" na zewnątrz, na zewnętrzną
ścianę zachodnia fasada świątyni również
jest ozdobiona malowidłami. Malarstwo jest organicznie związane
z architekturą cerkwi wysokiej, pełnej światła, przybranej
freskami „jak niewiasta strojna dla swego męża" (Ap 21,2).
Układ malowideł jest niezwykły, Dionizy inicjuje nową
dla Rusi tradycję, która później będzie rozpowszechniać
się w świą tyniach. Dionizy ze swej strony odziedziczył
tę tradycję z Bałka nów, z centrów tradycyjnie
związanych z duchowością hezycha zmu: podobne malowidła
powstają w XV XVI wieku w Ławrowo, w klasztorze w Poganowo,
w cerkwi w Arbore, na Atosie. Tradycja malowideł na zewnętrznych
ścianach również przyszła ze sztuki bałkańskiej,
gdzie sprzyjał jej rozwojowi mniej surowy klimat. Na ruskich ziemiach
północnych taka tradycja nie mogła się utrzymać
z powodu surowych warunków klimatycznych i dlatego w kla sztorze
Św. Theraponta trzeba było bardzo szybko dobudować do cerkwi
krytą galerię, przez co zewnętrzne malowidła znalazły
się wewnątrz narteksu. Bliskie związki centrów hezychazmu
świadczą o jednej prawosławnej tradycji, a później
zerwanie tych związków doprowadzi sztukę ruską do
prowinc'onalizmu, a na wet do skażenia doświadczenia duchowego.
Malowidła w klasztorze Św. Theraponta to cała encyklopedia
tematów i obrazów; czego tu nie ma: wydarzenia ewangeliczne
i sceny ilustrujące tekst akatystu, historia ikon maryjnych i sobory
powszechne, ogromne kompozyce „Opieka Bogurodzicy" i „Tobą raduje
się", święci asceci i nauczyciele Kościoła
itp., itd. Wszystkie obrazy pełne są świetlistej energii.
Jednak świetlistość nie jest uzasadniona wyłącznie
obecnością niestworzonej światłości, jest ona
właściwa samemu światu, w którym żyją
i działają bohate rowie Dionizego. Sama tkanka tego świata
jest przeniknięta świa tłością. Moc przyciągająca
nas do tego świata jest nie tyle duchowa, ile artystyczna: mimo woli
składamy bardziej hołd mistrzostwu artysty niż stoimy przed
Bogiem w modlitewnym porywie. Rze czywiście, Dionizy to wspaniały
mistrz, rytm postaci, przejrzystość sylwetek, doskonałość
linii, lekkość i zwiewność ruchów, wszystko
to nadaje freskom wirtuozerię muzyki. Talent Dionizego to talent
kompozytora. Poszczególne sceny „Zwiastowanie przy studni"
(il. 33), „Nawiedzenie Elżbiety", „Wesele w Kanie" (il.
32), „Opie ka" i inne namalowane są w wolnej manierze improwizatora,
chociaż formalnie artysta nie narusza żadnych kanonów.
Na ry sunek muzycznych linii i rytmów nakłada się polifonia
kolorów. Trudno znaleźć równych Dionizemu mistrzów.
Subtelne turkuso wo błękitne odcienie sąsiadują z
delikatnymi różowymi i malino wymi tonacjami, różnorodne
odcienie ochry od piaskowo żółtej do ceglasto brązowej
przejawiają się w wielości tonacji pośred nich. Kolor
zielony przypomina majowe liście, a błękitny lazur kwietniowego
nieba. Wszystkie te kolory, jak twierdzą badacze twórczości
Dionizego, malarz znajdował dosłownie tuż obok na brzegu
jeziora Borodajewskiego, w którego przezroczyste wody jak w zwierciadło
spogląda klasztor Św. Theraponta. Maestria kolorów w
cerkwi tworzy nastrój radości i święta, poczucie
bez końca dźwięczącej muzyki ziemskiej lub też
niebieskiej. Jednym słowem, taki stan można określić
jako uniesienie. Później, gdy uczniowie i naśladowcy
Dionizego (wśród nich i jego synowie Włodzimierz i Teodozy)
będą starannie powtarzać odkrycia mi strza, lekkość
i swoboda zanikną, subtelność i pierwotny artyzm zostaną
utracone, wszystko zastygnie i stanie się ociężałe,
światłość zgaśnie i zniknie radość.
Musimy jednak zaznaczyć, że przepiękny kolor Dionizego
już nie niesie (a jeśli niesie, to nie w pełni) tej symbolicznej
treści, która pierwotnie zawierała się w przedstawieniu
ikonograficznym.
Kanoniczność kolorów w głównych obrazach
jest zachowana Chrystus i Bogurodzica zawsze są przedstawiani przez
Dionizego w szatach koloru błękitnego i czerwonego, św.
Mikołaj w białej szacie z czarnym krzyżem, pozostałych
świętych poznajemy po ich kanonicznych kolorach. Jednak zasadniczo
koloru jest coraz więcej i już w tym przejawia się odcień
zachwytu pięknem tego kolorowego i kwitnącego świata. Emancypac'a
koloru prowadzi do tego, że kolor zaczyna panować nad światłem.
Światło nie jest już traktowane jako samodzielna kategoria
ducha, a jedynie jako część składowa koloru. Światło
u Dionizego gra już inną rolę niż u Teofanesa Greka
i Andrzeja Rublowa oraz u innych artystów XIV i XV wieku (wystarczy
przypomnieć mozaiki w Kariye Camii i Fetiye Camii lub też prace
Manuela Eugenikosa oraz innych mistrzów wschodniochrześcijańskiej
oikumene).
Ogromne znaczenie ma wybór tematu malowideł i jego inter pretacja.
Teofanes Grek, jak pamiętamy, na freskach nowogrodz kich skoncentrował
uwagę na postaciach ascetów i pustelników, tytanów
Ducha, pokazał nam moc ich wysiłku modlitewnego, głębię
ich kontemplacji. Światłość u Teofanesa to światowa
kata strofa, rozcinająca świat, przeobrażająca go
na naszych oczach. U Andrzeja Rublowa światłość to
miłosierdzie, łaska, miłość, po kój, cisza.
Jego interesuje świat aniołów i boskich relacji, Trójca
Święta jako obraz absolutnej harmonii i Chrystus ukazany jako
jedność bez pomieszania i bez zmiany natury ludzkiej i boskiej,
Bóg Wcielony, Światłość przychodząca na
świat. U Dionizego przeważa tematyka maryjna. Stąd
subtelność i muzykalność, gra cja i delikatność.
Chwała, śpiew, radość przebóstwionego stwo
rzenia, analogiczna do tej, o której śpiewa się w pieśni
liturgicznej: „Tobą raduje się, łaski pełna, wszelkie
stworzenie, chóry aniołów i ludzki ród. O święta
świątynio i raju duchowy, dziewictwa chlu bo, w Ciebie wcielił
się Bóg i Dzieckiem był przedwieczny Bóg nasz".
Każdy z trzech artystów maluje obrazy maryjne, ale każdy
ujawnia w nich swoje podejście do tematu. U Teofanesa Boguro dzica
jest przede wszystkim Dziewicą (obraz z rzędu Deesis w so borze
Zwiastowania), malarz wywyższa Ją za cnotę czystości,
kłania się Jej duchowej wspaniałości. Bogurodzica
Teofanesa jest poza tym pełna królewskiej godności (Bogurodzica
Dońska). U An drzeja Rublowa Bogurodzica nabiera cech anielskich.
Artysta kła nia się Jej świętości i nieskalaności.
Ona jest prawie bezcielesna i przejrzysta, przez Nią kontemplujemy
Chrystusa. U Dionizego obraz Bogurodzicy jest zarazem delikatny i wspaniały:
Dziewica i Królowa Niebios jest wywyższona ponad wszystkie
stworzenia, „czcigodniejsza od cherubinów i bez porównania
chwalebniejsza od serafinów". Jednak w kulcie Bogurodzicy
u Dionizego zaczy nają się powoli mieszać akcenty, chrystocentryzm
nie jest już wyraźnie wyrażony. Talent artystyczny Dionizego
jest tak wielki, że praktycznie nie można tego zauważyć,
ale następstwa owego mikroskopijnego grzechu już wkrótce
odbiją się na sztuce nastę pnych epok.
Gleba, na której pojawił się Dionizy, miała już
pęknięcia spór josiflan z niestjażatielami (chociaż
jedni i drudzy uważali się za duchowych spadkobierców
św. Sergiusza) określił wiele zjawisk w Kościele ruskim
i w Rosji. Lider pierwszej partii Józef, igumen klasztoru wołokołamskiego,
bronił prawa Kościoła do bycia silnym w tym świecie,
potężne i bogate klasztory sprzyjały rozwojowi kultury
monastycznej, zwłaszcza malarstwu ikonowemu i monu mentalnemu. Na
czele drugiej partii stał zawołżański starzec Nil
Sorski, głoszący ewangeliczne ubóstwo, osądzający
bogactwo Ko ścioła i broniący niezależności od
możnych tego świata. Jego podejście do sztuki cerkiewnej
polegało na tym, że ikony nie powinny być bogate i wspaniale
zdobione, ale ascetyczne, a prze de wszystkim głębokie duchowo.
Zwycięstwo josiflan wywarło ogromny wpływ na losy sztuki
w bogatych klasztorach znalazła ona szczodrych mecenasów,
dbających o rozwój ikonografii, ale rozwijając się
wszerz sztuka utraciła głębię i duchową moc.
Nie bacząc na to, że w XVI i XVII wieku gwałtownie rozwijają
się klasztory i kultura monastyczna, w sztuce zaczynają dojrzewać
ziarna świeckości, która w końcu zniszczy całe
dziedzictwo hezy chastyczne ikony, co będzie też przyczyną
kryzysu samej sztuki. Dionizy jest zwiastunem przyszłego kryzysu
i zarazem ostat nim z największych ikonografów, który
ostatecznie ukazał w całej pełni możliwości języka
sztuki. Dionizy ostatni kolorysta klasy cznej ruskiej ikony. Następcy
zadowolą się znalezionym przez Dionizego tematem, będą
naśladować jego styl, manierę, kopiować kompozycje,
ale żaden z nich nie osiągnie tej zadziwiającej czy stości
i dźwięczności koloru, które są wyłączną
cechą Dionizego. Tajemnica jego kolorystyki tkwi nie tyle w subtelnościach
układu kolorów lub wielości niuansów w tonacji,
ile w wyczuciu koloru. Dionizy jest ostatnim autentycznym artystą
głoszącym radość. Ikonografowie XVI wieku uczynią
kolor ciężkim, cielesnym, nie przyjmującym światła.
Kolor stanie się prostszy, być może bliższy kanonowi
i bardziej ascetyczny niż u Dionizego, ale utraci związek z
żywym przeżyciem duchowym. Mistrzowie XVII wieku całko
wicie przemienia kolor w element dekoracyjny ikony, a wprowa dzenie światłocienia
zniszczy ostatnie ślady nadprzyrodzonej świa tłości.
W takim retrospekcyjnym spojrzeniu kolor Dionizego na biera ogromnej wartości
duchowej jako wyrażenie idei przemie nionego świata i paschalnej
radości.
Weźmy dla przykładu ikonę z klasztoru Pawła Obnorskiego
obraz „Ukrzyżowanie" (il. 34). Temat ikony jest dobrze znany
to najbardziej dramatyczny, kulminacyjny moment ziemskiego życia
Chrystusa. Golgota jest miejscem cierpienia, bólu, zawsze wywołuje
uczucie bólu i pokuty. Jednak jak nieoczekiwanie roz wiązuje
ten problem Dionizy. Na tle cienkiego krzyża, rozrzuci wszy ręce
na boki, przedstawiony jest Jezus Chrystus. Jego poza pozbawiona jest
wszelkiego napięcia, przeciwnie, w ruchu jest lekkość i
swego rodzaju wykwintność. Ciało Zbawiciela jest wy gięte
jak roślina, jak gdyby nie wisiało, a wyrastało jak winna
latorośl, z którą Jezus porównał siebie podczas
Ostatniej Wieczerzy (J 15,1). Dramatyzm i tragizm wydarzenia przedstawiają
raczej postacie stojących przy krzyżu bolesnej Bogurodzicy,
padającej na ręce towarzyszących kobiet, i zastygłego
apostoła Jana wraz z setnikiem Longinem. Te postacie reprezentują
historyczny po ziom odczytania kompozyci. Poziom alegoryczny wyrażają
po stacie Synagogi i Kościoła, którym towarzyszą
aniołowie: przemija czas Starego Przymierza i od krzyża odlatuje
postać symbolizująca Kościół Starego Testamentu
(umownie nazwany „Synagoga"), nadchodzi czas łaski i do krzyża
przylatuje postać symbolizująca Kościół Nowego
Testamentu. Postać Chrystusa na krzyżu, znacznie większa
od innych postaci stanowi płaszczyznę anagogiczną, wymagającą
modlitewnej kontemplacji. Na tym poziomie objawia się tajemnica paschalnej
radości, gdyż przez ukrzyżowanie już prześwituje
światłość zmartwychwstania: „Gdzież jest, o śmierci,
twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?"
(1 Kor 15,55). Świetlistość, tryumfalność tego
obrazu znajduje analogię w liturgicznej pieśni paschalnej: „przez
krzyż przyszła radość dla całego świata...".
To, że dla obrazów Dionizego łatwo można znaleźć
analogie w hymnografii i poezji liturgicznej, nie jest przypadkowe. Właśnie
kościelna muzyka to ten rodzaj teologii, który najbliższy
jest duchowo Dionizemu. Ta cecha Dionizego stawia go na szczegól
nym miejscu w szeregu tradyci malarskiej hezychazmu. Jeśli sztu ka
Teofanesa Greka jest homilią, jeśli w wypadku Andrzeja Rublowa
jest to modlitwa, to u Dionizego jest to pieśń liturgiczna.
W tym też zawiera się bezcenny wkład każdego z nich
w sztukę ikony.
Na przykładzie trzech artystów omówiliśmy, w jaki
sposób mistyczne doświadczenie hezychazmu przełamuje
się w sztuce ikony, jak nauka o światłości Taboru
i przebóstwieniu wpłynęła na rozwój tradycji
artystycznych. Koniec XIV i początek XVI wieku to z punktu widzenia
wieczności niedługi okres czasu, zaledwie kilkadziesiąt
lat, ale w tym okresie na Rusi dokonał się niezwykły wzlot
sztuki ikony, na duchowym niebie ojczyzny pojawiły się trzy
wspaniałe gwiazdy Teofanes Grek, Andrzej Rublow i Dio nizy, a równocześnie
w tym samym czasie zarysowała się droga od szczytów do
dolin, w których sztuka w nieunikniony sposób zamienia się
w rzemiosło. |