|
Epoka sporów ikonoklastycznych, która wstrząsała
chrześcijańskim światem w VIII i IX wieku, pozostawiła
trwały ślad w historii Kościoła. Echa tego sporu słyszymy
w Kościele do dzisiaj. Była to okrutna walka, z ofiarami po
obu stronach, a z wielkim trudem odniesione zwycięstwo czcicieli
ikon weszło do kalendarza liturgicznego jako święto Tryumf
Ortodoksji.
Cóż stanowiło istotę tych sporów? Czy chrześcijanie
walczyli między sobą jedynie o ideały estetyczne, „nie
szczędząc swego życia", jak i zresztą życia
innych? W tej walce w męce wykrystalizowało się prawosławne
rozumienie świata, człowieka i ludzkiej twórczości,
szczytem której, według opinii obrońców kultu
ikony, jest właśnie ikona.
Ikonoklazm zrodził się nie gdzieś poza granicami chrześcijaństwa,
w pogańskim świecie dążącym do zniszczenia Kościoła,
a w samym Kościele, w prawosławnym monastycyzmie - duchowej
i intelektualnej elicie swoich czasów. Spory o ikonę zaczęły
się od słusznego gniewu autentycznych obrońców czystości
wiary, subtelnych teologów, dla których przejawy magii i
zabobonów nie mogły nie być zgorszeniem. Rzeczywiście,
było czym się gorszyć. W Kościele rozprzestrzeniały
się bardzo dziwne formy kultu świętych przedstawień,
wyraźnie pokrewne ikonolatrii. Na przykład niektórzy
„pobożni" kapłani zeskrobywali farbę z ikon i dodawali
do komunii, zakładając tym samym, że przyjmują tego,
kto jest przedstawiony na ikonie. Bywały też wypadki, gdy nie
rozumiejąc dystansu dzielącego obraz od Archetypu, wierni odnosili
się do ikon jak do żywych postaci, brali ikony za świadków
podczas chrztu, przy składaniu ślubów zakonnych, jako
świadków w sądzie itd. Takich przykładów
mamy mnóstwo, i wszystkie one świadczą o utracie duchowej
orientacji, o rozmywaniu subtelnych ewangelicznych kryteriów stosunku
do życia, dzięki którym niegdyś tak silny był
pierwotny Kościół.
Przyczyn podobnych zjawisk, które poważnie zatrwożyły
o-brońców ortodoksji, należy poszukiwać w nowej
sytuacji Kościoła w epoce po Konstantynie Wielkim. Po edykcie
mediolańskim (313 r.), który dał chrześcijanom wolność,
Kościół zaczął gwałtownie się rozwijać.
Do Kościoła napłynął potok pogan, którzy
wchodząc do chrześcijańskiej świątyni zmieniali
jedynie swój zewnętrzny status, a w istocie pozostawali po
dawnemu poganami. Sprzyjał temu szerzący się zwyczaj chrzczenia
dzieci, a także zasadnicza zmiana stosunku Kościoła do
państwa. Teraz przyjęcie chrześcijaństwa nie było
związane z ryzykiem i ofiarami, jak w czasach pierwotnego Kościoła.
Nierzadko powodem przyjęcia chrześcijaństwa były przyczyny
polityczne lub społeczne, a wcale nie głębokie wewnętrzne
nawrócenie, jak w czasach apostolskich. To, co jeszcze wczoraj
wydawało się czymś obcym i nie do przyjęcia, dzisiaj
stało się czymś normalnym i tolerowanym: pierwsi chrześcijanie
umierali za wolność od dyktatu państwa i odmowę oddania
czci cesarzowi, zaś chrześcijanie Bizancjum zaczęli oddawać
cesarzowi cześć prawie równą Bogu, usprawiedliwiając
zasadę symfonii władz ideą sakralizacji państwa. Granice
Kościoła i cesarstwa w świadomości prostych ludzi
zaczęły się zlewać. Wszyscy członkowie wczesnych
chrześcijańskich wspólnot nazywali się wiernymi,
królewskim kapłaństwem (1 P 2,9), a ci, którzy
byli poza Kościołem - świeckimi. Z czasem termin „świeccy"
zaczął oznaczać lud Boży, w odróżnieniu
od kapłanów, ponieważ w cesarstwie bizantyjskim praktycznie
nie było nie ochrzczonych ludzi. Takie właśnie zamazywanie
granic Kościoła i budowanie przegród w samym Kościele,
silnie odezwie się w późniejszych czasach chrześcijańskiej
historii. W ten sposób świat pospiesznie wchodził do
Kościoła, rozrywając Kościół od wewnątrz,
a Kościół nie zawsze dawał sobie radę z tym
niszczącym potokiem. Potężny ruch monastyczny, powstały
w IV w., był w określonym stopniu odpowiedzią na obumieranie
Kościoła, gdyż najbardziej rozwinięci duchowo ludzie
przyjmowali zewnętrzny tryumf Kościoła jako duchową
katastrofę, postrzegając za wspaniałą fasadą
wewnętrzne osłabienie. Rozprzestrzeniła się nawet
opinia, że w świecie nie można się zbawić, że
należy koniecznie uciekać od świata. Wczesny monastycyzm
i anachoretyzm był swego rodzaju duchowym dy-sydenctwem i rozproszone
po pustyni osady monastyczne rozumiały siebie jako „Kościół
wewnątrz Kościoła".
Na tym etapie, złożonym i przełomowym dla całego Kościoła,
potrzebne były nowe środki katechizacji, zrozumiałe dla
tysięcy zwykłych ludzi, nie mających rozeznania w subtelnościach
teologii, a po prostu potrzebujących pouczenia w sprawach wiary.
Najbardziej efektywnym środkiem była ikona; silny wpływ
emocjonalny, struktura znakowa niosąca informację na poziomie
po-zawerbalnym - te cechy ikony sprzyjały jej szerokiemu rozprzestrzenieniu,
a duchowa baza ikony stawała się dostępna dla dusz nowonawróconych
prostych ludzi. Dlatego też w ikonie pokładali nadzieję
święci ojcowie, nazywając ją „Biblią ubogich".
Rzeczywiście, przez ikonę wczorajsi poganie lepiej rozumieli
tajemnicę Wcielonego Słowa niż przez poznanie książkowe.
Nierzadko wczorajsi poganie, nawracając się na chrześcijaństwo,
stawali się świętymi, jak to miało miejsce na przykład
w wypadku św. Augustyna. Częściej jednak miało miejsce
coś zupełnie innego - żywioł pogański okazywał
się silniejszy od ziarna chrześcijaństwa i ciernie zagłuszały
kiełki życia duchowego: w świadomości neofity w nieunikniony
sposób dokonywał się proces folkloryzacji wiary, wnoszący
do tradycji Kościoła obce elementy i obce zwyczaje. Ostatecznie
przenikanie magicznego światopoglądu do kultu usuwało początkową
wolność ducha, darowaną przez samego Chrystusa. Już
apostołowie i wcześni apologeci spotkali się z problemem
oczyszczenia wiary z kąkolu. Takich przykładów mamy wiele
w listach Pawła do wspólnot Koryntu, Tesaloniki, Galacji.
W IV w. pojawiła się konieczność usystematyzowania
kanonu starotestamentowych i nowotesta-mentowych ksiąg, dania odpowiedzi
szerzącym się herezjom, sformułowania podstawowych dogmatów
wiary. W tym procesie, zwłaszcza we wczesnych jego etapach, od V
do VI w., sztuka kościelna pełniła ważną rolę
w nauczaniu wiary. Na przykład św. Grzegorz z Nyssy w homilii
ku czci wielkiego męczennika Teodora mówi tak: „Malarz (...),
przedstawiając na ikonie wspaniałe czyny męczennika, także
Tego, który zapoczątkował walkę, czyli Chrystusa,
oddając to wszystko ze znawstwem, za pomocą kolorów,
jasno, niczym księga, opowiedział nam o zmaganiach męczennika
(...). Gdyż milczące malowidło przemawia ze ścian
i czyni wiele dobra". Inny święty asceta - Nil z Synaju,
uczeń św. Jana Chryzostoma, daje następującą
radę niejakiemu prefektowi Olim-podorowi, który miał
zamiar zbudować cerkiew i ozdobić ją freskami oraz mozaikami:
„Niechaj ręka malarza najdoskonalszego pokryje ściany boczne
kościoła przedstawieniami ze Starego i Nowego Testamentu tak,
aby ci, którzy nie znają alfabetu i nie mogą czytać
Pisma Świętego, patrząc na malowane wyobrażenia odtwarzali
w swojej pamięci bohaterskie czyny tych, którzy Bogu służyli
do końca; tym sposobem w chwili próby dodadzą im otuchy
te cnoty, które sługom Bożym kazały przedłożyć
niebo nad ziemię i to, co niewidzialne, nad to, co widzialne".
Jednakże szerokie rozpowszechnienie przedstawień ikonowych wśród
ludu było nie tylko szkołą wiary, ale także polem,
na które nie ugruntowana w wierze świadomość mimowolnie
projektowała swoją pogańską przeszłość.
Nie mogąc zrozumieć głębi różnicy obrazu
i Archetypu, neofita utożsamiał je i jego kult ikon przemieniał
się w bałwochwalstwo, a modlitwa przemieniała się
w czynność magiczną. Stąd właśnie wypływały
te bardzo niebezpieczne odchylenia, tak bardzo niepokojące surowych
ortodoksów, o czym już mówiono.
Równocześnie z tym bizantyjska arystokracja, która
w odróż nieniu od prostego ludu była wykształcona
i wyćwiczona w kwestiach teologicznych, popadała w inne skrajności.
Tak na przykład, na dworze cesarskim weszły w modę szaty
zdobione przedstawieniami świętych, aniołów, a nawet
Chrystusa i Bogurodzicy. Świecka moda wyraźnie starała
się naśladować styl szat kapłańskich, które
zachwycały współczesnych wspaniałością
i przepychem. Jeśli jednak użycie obrazów sakralnych
w strojach liturgicznych tłumaczy się ich symboliczną funkcją,
to wykorzystanie świętych przedstawień w świeckich
szatach przeczyło nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale było
zarazem jawną profanacją świętości. To również
nie mogło nie niepokoić autentycznych obrońców ortodoksji.
Niektórzy z nich dochodzili nawet do wniosku, że lepiej wcale
nie mieć ikon, niż tolerować powrót do pogaństwa.
Ten nieoczekiwany zwrot ortodoksji jest w pełni do wyjaśnienia,
bowiem gdy wahadło silnie przeciągnie się w jedną
stronę, to w nieunikniony sposób z taką samą siłą
wychyli się ono w stronę przeciwną.
Należy także pamiętać, że w epoce przed ikonoklazmem
proces formułowania się języka sztuki kościelnej nie
został jeszcze zakończony. Po przyjęciu na określonym
etapie tradycji późno-antycznego malarstwa, w ikonografii
(także dotyczy to fresku i mozaiki) dokonywano wyboru własnych
zasad artystycznych. Z czasem ikona ukształtowała się jako
złożona i harmonijna struktura znakowa. W ten sposób
jej język od początkowego realizmu zmysłowego stopniowo
przechodził do form coraz bardziej symbolicznych i ascetycznych.
We wczesnych etapach połączenie antycznej (a w świadomości
ludzi tamtych czasów - po prostu pogańskiej) tradycji z objawieniem
chrześcijańskim wywoływało w najlepszym wypadku nieporozumienia.
W pewnym stopniu niebezpieczeństwa płynące z nadmiernie
zmysłowej natury sztuki antycznej, nęcącej oczy i odwodzącej
duszę od czystej kontemplacji, nie były pozbawione uzasadnienia.
Ciągle rozlegały się głosy: „Jakże można
ośmielać się za pomocą niskiej sztuki helleńskiej
przedstawiać Najświętszą Matkę Boga, w której
zamieszkała cała pełnia Bóstwa, przewyższającą
niebiosa i bardziej świętą niż cherubini?" Lub
też: „Jakże nie wstydzić się, gdy za pomocą sztuki
pogańskiej przedstawia się tych, którzy mają królować
z Chry stusem, którzy razem z Nim zasiadają na tronie, którzy
będą sądzić ziemię, upodobnili się do obrazu
Jego chwały, gdy Pismo Święte mówi, że świat
cały nie był ich godny?" Św. Augustyn w swoim
traktacie O Trójcy Świetej także niepokoił
się twórczością niektórych artystów,
którzy pozwalali sobie przedstawiać Chrystusa w zbyt dowolny
sposób, jak im się podoba, co gorszy lud Boży i wywołuje
w nim niedobre emoce.
W VI-VII w. na granicach cesarstwa bizantyjskiego pojawia się i aktywizuje
islam. Czcząc jedynego Boga, Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, jak
i Żydzi, muzułmanie negatywnie odnosili się do świętych
obrazów, pamiętając o przykazaniu Mojżesza. Muzułmański
rygoryzm nie mógł nie wywrzeć wpływu na świat
chrześcijański, prawosławni „superortodoksi" we wschodnich
pro-wincach chrześcijańskich w wielu sprawach byli zgodni z
prawowiernymi naśladowcami proroka Muhammada. Pierwsze poważne
konflikty z powodu ikon i pierwsze prześladowania czczi-cieli ikon
zaczęły się na granicy dwóch światów:
chrześcijaństwa i islamu. W 723 r. kalif Jezyd wydał edykt
nakazujący usunięcie ikon ze świątyń chrześcijańskich
na podległych mu terytoriach. W 726 r. taki sam edykt wydał
cesarz bizantyjski Leon Izauryjczyk. Poparli go biskupi Azji Mniejszej,
znani ze swego surowego ascetyzmu w kwestiach wiary. Od tego momentu ikonoklazm
stał się nie ruchem intelektualnym, ale agresywną siłą,
która przeszła do natarcia.
W ten sposób prawosławie stanęło przed problemem
obrony ikon z dwóch przeciwstawnych pozyci: z jednej strony - przed
wyraźną magią na poły pogańskiej wiary ludu,
z drugiej - przed całkowitym odrzuceniem i zlikwidowaniem ikon przez
„obrońców czystej duchowości". Obie te tendencje
tworzyły swego rodzaju kowadło i młot, między którymi
wykuwała się w swej krystalicznej jasności myśl teologiczna,
broniąca kultu ikon jako najważniejszego elementu prawosławia.
Okres ikonoklazmu dzieli się na dwa okresy: od 726 do 787 r. (od
edyktu Leona Izauryjczyka do VII Soboru Powszechnego, zwołanego za
cesarzowej Ireny) i od 813 do 843 r. (od wstąpienia na tron cesarza
Leona V Ormianina do zwołania soboru konstantynopolitańskiego,
który ustanowił święto Tryumf Ortodoksji).
Ponad sto lat trwająca walka dała nowych męczenników,
których krew legła teraz na rękach i sumieniu chrześcijan.
Główny front walki był skoncentrowany we wschodniej części
Kościoła, chociaż spory o ikonę wstrząsały
całym Kościołem. Na Zachodzie tendencje ikonoklastyczne
przejawiły się w znacznie mniejszym stopniu z powodu barbarzyńskiego
stanu zachodnich narodów. Tym niemniej Rzym reagował na wydarzenia
szybko i ostro: już w 727 r. papież Grzegorz II zwołał
synod, który dał odpowiedź na edykt Leona Izauryjczyka
i potwierdził ortodoksyj-ność kultu ikon. Papież posłał
list do patriarchy Konstantynopola, który był później
czytany na VII Soborze Powszechnym i odegrał ważną rolę.
Jego następca - papież Grzegorz III na synodzie rzymskim w 731
r. postanowił odłączać od Eucharystii i od Kościoła
tych, którzy będą profanować lub niszczyć święte
ikony.
Dla sytuacji na Zachodzie, w okresie ikonoklazmu, charakterystyczne jest
zdarzenie z biskupem Marsylii Sereniuszem, który nakazał usunąć
ikony z kościoła pod pretekstem, że lud oddaje im nieprawidłowo
kult. Papież Grzegorz I, chwaląc biskupa za gorliwość
w walce z pogaństwem, ostrzegł go zarazem przed profanacją
świętości pisząc, że ikony „ustawia się
w kościołach, aby analfabeci, patrząc na ściany, mogli
odczytać to, czego nie mogą przeczytać w księgach".
Jednakże cały Zachód nie doświadczył tych skrajności
ikonoklazmu, z którymi przyszło zderzyć się chrześcijańskimu
Wschodowi. Miało to swoje pozytywne strony - w momencie najcięższych
walk ikonoklastów ze zwolennikami kultu ikony, kiedy władza
państwowa siłą przeciągała języczek u wagi
na korzyść ikonoklastów, nierzadko właśnie
głos rzymskiego biskupa dźwię-czał jako jedyny trzeźwy
głos w Kościele broniący ortodoksji. Z drugiej strony,
ikonoklazm na Wschodzie, jak by to nie wydawało się dziwnym,
sprzyjał rozwojowi teologii ikony, zmuszając do precyzowania
w tej walce myśli, poszukiwania bardziej ważkich argumentów,
przez co samo prawosławie osiągnęło głębię
myśli teologicznej. Na Zachodzie zaś nie było tak poważnej
konieczności obrony kultu ikony, przez co myśl teologiczna nie
rozwijała się w tym kierunku. Zachód nie uodpornił
się przeciwko ikonoklazmowi i dlatego okazał się bezbronny
wobec ikonoklastycznych tendencji protestantyzmu. Cała średniowieczna
historia sztuki kościelnej na Zachodzie, w przeciwieństwie do
Wschodu, jest po prostu rozwojem od ikony do obrazu religijnego, jest
rozmywaniem i ostatecznie utratą ikony (teologiczno-symbolicz-nych
jej podstaw). W XX wieku Zachód w mękach powraca do ikony.
Powróćmy jednak do sporów ikonoklastycznych VIII-IX
wieku. Pierwszym aktem ikonoklazmu było zniszczenie na rozkaz
cesarza ikony Zbawiciela, wiszącej w Konstantynopolu nad bramą
prowadzącą do pałacu cesarskiego. Widząc tę bluźnierczą
akcę, podekscytowany tłum rozszarpał urzędnika wykonującego
rozkaz. Na to zaś cesarz odpowiedział represjami. Walka toczona
w sferze teorii przemieniła się w otwartą wojnę.
Nie ustały także walki teologiczne, bowiem każda ze stron
poszukiwała swoich argumentów w tym sporze. Sobór ikonokla-styczny,
zwołany w 754 r. do Hierea, deklaruje w swoich postanowieniach: „Niegodna
instytucja fałszywych ikon nie ma dla siebie uzasadnienia ani w nauce
Chrystusa, ani w nauce apostolskiej. Nie ma również modlitwy
która by uświęcała ikony, przekształcając
je w obiekty święte. Toteż ikony pozostają przedmiotami
pozbawionymi świętości i jakiejkolwiek innej wartości
poza tą, którą nadał im malarz". Ikonoklaści
nie odrzucali sztuki jako takiej, nie odrzucali nawet sztuki cerkiewnej
(broniąc zasadniczo zasady dekoracyjnego ozdabiania świątyń),
a powstali przeciwko kultowi ikony jako modlitewnemu aktowi i przeciwko
ikonie jako sakralnemu przedstawieniu. Oczywiście, w środowisku
ikonokla-stów istniały rozliczne opinie na temat tego, co
i jak należy przedstawiać na ikonach i freskach, ale zasadniczo
ich argumenty sprowadzały się do tego, że w Piśmie
Świętym powiedziano: „Boga nikt nigdy nie widział"
(J 1,18) i dlatego, według ich opinii, jedyną ikoną Boga
może być tylko Eucharystia - Ciało i Krew Chrystusa. Ten
punkt widzenia szeroko interpretuje cesarz Kon-stantyn Kopronymos w swoim
traktacie teologicznym.
Argumentacja czcicieli ikon również opiera się na objawieniu
biblijnym: „Boga nikt nigdy nie widział..." (J 1,18), ale druga
część tego wersetu, której z takim uporem nie zauważali
ikonoklaści, dla obrońców kultu ikony staje się
wyjaśnieniem nie tylko możliwości przedstawiania Boga (Chrystusa),
lecz także wyjaśnia stosunek obrazu do Praobrazu, Archetypu,
tego, co przedstawione, do przedstawianego. W całości to miejsce
z Ewangelii brzmi następująco: „Boga nikt nigdy nie widział.
Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca [o Nim] pouczył"
(J 1,18). W ten sposób, w tajemnicy Wcielenia Słowa - Niewidzialny,
Niewypowiedziany, Niedościgniony Bóg staje się bliski
i zrozumiały, a to daje podstawę do przedstawiania Chrystusa.
„Jeśli zobaczyłeś, że Bezcielesny stał się
człowiekiem dla ciebie, wtedy, oczywiście, możesz przedstawić
Jego ludzki obraz. Jeśli Niewidzialny, wcieliwszy się, stał
się widzialnym, to możesz przedstawić podobieństwo
Tego, którego widzieli. Jeśli przebywający w postaci
Bożej przyjął postać sługi, sprowadził siebie
do jakości i ilości, przyoblekł się w ludzką
naturę, to maluj Go na drewnie i okazuj Tego, który stał
się widzialnym" (św. Jan z Damaszku).
Ikonoklaści wychodzili początkowo od nieprawidłowego określenia
terminu „ikona" uważając, że w tym wypadku rozumie
się tożsamość obrazu i Archetypu, ich współistotność.
Tymczasem zwolennicy kultu ikony kładli nacisk na ich zasadniczą
różność, ponieważ różne są
poziomy ich bytu. „Czymś innym jest przedstawienie, a czymś
innym to, co jest przedstawiane" (św. Jan z Damaszku). „Ikona
jest podobna do Archetypu dzięki doskonałości sztuki naśladowania,
zaś w swej istocie jest różna od Archetypu. Gdyby natomiast
niczym nie różniła się od Archetypu, nie byłaby
ikoną, ale samym Archetypem" (patriarcha Nicefor). Na tej podstawie
Eucharystii nie można uważać za ikonę, bowiem w tym
wypadku mamy do czynienia właśnie z tożsamością.
„To jest Ciało moje, to jest Krew moja" - powiedział Pan
Jezus Chrystus. Nie powiedział: „To będzie obrazem Ciała
i Krwi", ale „To jest Ciało, to jest Krew". Stąd zaś
wynika, że w komunii przyjmujemy Jego naturę. Natomiast w modlitewnej
kontemplaci ikony osiągamy wspólnotę z Archetypem nie
mieszając celu i środków; to, co niewidzialne, osiąga
się przez widzialne, niebieskie przez ziemskie. „Niech nikt nie będzie
tak szalonym, aby prawdę i jej cień, Archetyp i jego przedstawienie,
przyczynę i owoc myśli utożsamiać co do istoty"
(św. Teodor Studyta).
Występując przeciwko niektórym formom kultu ikon, graniczącym
z idololatrią, i jednocześnie odrzucając argumenty oskarżające
ortodoksów o magię i materializację duchowości,
św. Jan z Damaszku pisał: „Nie czczę materii, lecz czczę
Stwórcę materii, który materią dla mnie stał
się, który przyjął życie w ciele i który
przez materię dokonał mego zbawienia". Św. Teodor
Studyta dodaje do tego, co następuje: „Bóstwo jest obecne
także w przedstawieniu Krzyża i innych Bożych przedmiotów
nie z powodu jedności natury, gdyż te przedmioty nie są
ciałem Boskim, ale z powodu ich względnej wspólnoty z
Boskością, gdyż mają one udział w łasce
i czci". Inni teologowie podkreślali, że jak czcimy Biblię
nie kłaniając się „naturze skóry i atramentu",
ale słowu Bożemu w niej zamkniętemu, tak również
w ikonie czcimy nie farby i deski, ale Tego, którego obraz jest
namalowany tą farbą na tej desce. Cześć oddawana ikonie
odnosi się do Archetypu.
W 787 roku zwołano do Nicei Sobór w obronie kultu ikony, który
przeszedł do historii jako VII Sobór Powszechny. W decyzjach
tego soboru precyzyjnie określono ortodoksyjne stanowisko w kwestii
ikon i ich czci. Istota decyzji soborowych jest następująca:
„Zachowujemy bez wprowadzenia jakichkolwiek zmian wszystkie zapisane czy
nie zapisane tradycje kościelne, które dla nas zostały
ustanowione. Jedną z nich jest sporządzanie wizerunków
malowanych, gdyż pozostaje to w zgodzie z historią głoszenia
Ewangelii w tym, co dotyczy wiary w prawdziwe, a nie ułudne Wcielenie
Boga-Słowa, i w tym, co odpowiada naszym potrzebom. Bowiem rzeczy,
które na siebie wzajemnie wskazują, bez wątpienia także
siebie wzajemnie oznaczają. Postępując jakoby królewskim
traktem za boską nauką świętych Ojców i za
Tradycją Kościoła powszechnego - wiemy przecież, że
w nim przebywa Duch Święty - orzekamy z całą dokładnością
w trosce o wiarę, że powinny być przedmiotem kultu nie
tylko wizerunki drogocennego i ożywiającego Krzyża, ale
tak samo czcigodne i święte obrazy malowane, ułożone
w mozaikę lub innym sposobem wykonane, które z czcią
umieszcza się w kościołach, na sprzęcie liturgicznym
czy na szatach, na ścianach, na desce, w domach czy przy drogach,
z wyobrażeniem Pana naszego, Jezusa Chrystusa, Boga i Zbawiciela,
niewinnej władczyni naszej świętej Bogurodzicy, godnych
czci aniołów oraz innych świętych i błogosławionych
mężów. Im częściej bowiem wierni spoglądają
na ich plastyczne wyobrażenie, tym bardziej są zachęcani
do wspominania i miłowania prawzorów, do całowania ich,
do oddawania im czci i pokłonu chociaż nie adoracji,
która według wiary należy się wyłącznie
Bożej naturze...". Ojcowie soboru podkreślili także,
że „nie talent malarzy tworzy ikony, ale nienaruszalne prawo i tradycja
Kościoła, nie malarz, a święci Ojcowie znajdują
i wyznaczają model, gdyż im przynależy dzieło, a malarzowi
jedynie jego wypełnienie".
Warto zaznaczyć, że w odpowiedzi na ataki ikonoklastów
głoszących, że ikony nie powinny być czczone w świątyniach
właśnie dlatego, że nie ma specjalnej modlitwy uświęcającej
ikony, ojcowie soboru piszą co następuje: „Nad wieloma przedmiotami,
które nazywamy świętymi, nie czyta się świętej
modlitwy, ponieważ przedmioty te z samej swej nazwy są pełne
świętości i łaski". Praktyka poświęcania
ikon zakorzeniła się w Kościele, jak widać, dość
późno.
Decyzje VII Soboru Powszechnego zostały podpisane przez przedstawicieli
wszystkich Kościołów lokalnych, w tym także i Kościoła
rzymskiego.
VII Sobór Powszechny odbył się w 787 roku, ale trzeba
było jeszcze ponad pół wieku, aby pozycja zwolenników
kultu ikony umocniła się. Ostateczne potwierdzenie miało
miejsce na Soborze Konstantynopolitańskim w 843 roku i oznacza koniec
długiej walki. Ustanowione na tym soborze święto Tryumf
Ortodoksji było nie tyle uznaniem zwycięstwa jednej partii nad
drugą, co świadectwem mocy samej zasady ortodoksji. Kult ikony
stał się swego rodzaju owocem dogmatycznej twórczości
Kościoła, ponieważ teologia ikony wynika bezpośrednio
z chrystologii. Współczesny teolog zachodni Christoph von
Schónborn bada stopnie ujawniania się tajemnicy Wcielenia
w dogmatyce prawosławnej. „Dyskusje chrystologiczne ciągnęły
się przez całe wieki. Przez ten czas Kościół
nie przestawał wyznawać tajemnicy objawionej i zawartej w świętym
Obliczu Jezusa Chrystusa, wizerunku współistotnym z Ojcem
(Sobór Nicejski I), w Słowie, które niezmienione stało
się Ciałem (Sobór Efeski), Bogiem i prawdziwym Człowiekiem
(Sobór Chal-cedoński), Jednym z Trójcy, który
zstępuje po to, by za nas cierpieć (Sobór Konstantynopolitański
II), w Słowie Boga, którego ludzka wola i działanie,
w doskonałej harmonii z Bożą ekonomią zbawienia, zgodziły
się cierpieć za nas aż do śmierci (Sobór Konstantynopolitański
III). Gdy przyjrzeć się tym czasom niespokojnym, tym okrutnym,
bolesnym walkom o jedyne, prawdziwe wyznawanie Chrystusa, spojrzenie zatrzyma
się na spokojnym, pełnym wewnętrznej równowagi wizerunku:
na ikonie Chrystusa". W ten sposób ikona jest widzialnym zakończeniem
określonego etapu zgłębiania objawienia Ewangelii. |