|
„Jezus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki"
(Hbr 13,8). My się zmieniamy, zmieniają się czasy, warunki
naszego życia, pejzaż historyczny. Lecz gdzieś głęboko,
w każdym z nas żyje pragnienie autentycznego, wiecznego poszukiwania
prawdy. Poszukujemy wiecznych odpowiedzi na nasze odwieczne problemy.
Wcześniej lub później odkrywamy, że Chrystus po
to przyszedł na świat, aby odpowiedzieć nam na te pytania,
aby „każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał
życie wieczne" (J 3,16).
Jednakże współczesny człowiek nie przywykł
wierzyć, przywykł wiedzieć. Wiara jest zaufaniem, a współczesny
człowiek pragnie wszystko sprawdzić. Wszystko podaje w wątpliwość
i dlatego nie jest zdecydowany na swoich drogach - im więcej dokonuje
odkryć, tym bardziej odczuwa swoją bezsilność wobec
ogromu świata.
Człowiek dawnych czasów otrzymywał wiarę dziedzicznie,
przekazywano ją z pokolenia na pokolenie jako konieczny element życia,
jako zasadę wiążącą. XX wiek - to wiek katastrof
i rewoluc'i dzielących świat. Przykładem jest historia
Rosji, w której szereg pokoleń żyło w dążeniu
do „świetlanej przyszłości", nieustannie wyrzekając
się swojej przeszłości i przekreślając teraźniejszość.
Jest to jednak także w określonym stopniu charakterystyczną
cechą krajów mających znacznie bardziej sprzyjającą
historię. O rozerwaniu związku czasowego tak pisze współczesny
teolog katolicki Joseph Ratzinger: „W dawnej postawie duchowej pojęcie
«tradyci» zawierało określony program; jawiła się
ona jako zabezpieczenie, na które człowiek może liczyć;
wtedy mógł się czuć bezpiecznie i na swoim miejscu,
gdy mógł się powołać na tradycję. Dziś
panuje dokładnie przeciwne nastawienie: tradyc'a wydaje się
czymś, co się skończyło, czymś wczorajszym, natomiast
postęp wydaje się właściwą obietnicą istnienia
tak, że człowiek widzi swoje miejsce tylko w obrębie postępu
i przyszłości, a nie tradycji i przeszłości. Dlatego
i wiara, napotykana pod etykietą «tradycji» wydaje się przeżytkiem,
który nie może stworzyć miejsca dla egzystencji człowieka
uznającego przyszłość za właściwe swoje
zobowiązanie i możliwość". Dobra Nowina nie dociera
do współczesnego człowieka dlatego, że człowiek
uznał siebie za wolnego od autorytetów przeszłości,
od tradyci, od zabononów, do których często zalicza
wiarę.
Jednakże wolność współczesnego człowieka
oznacza brak podstaw, oderwanie od Boga jako źródła życia.
Człowiek jest rozdwojony, rozbity, podzielony na części
- myśli jedno, czyni drugie, mówi trzecie. Nawet wtedy, gdy
we współczesnym człowieku budzi się potrzeba wiary,
to jedynie ostrzej odczuwa on swoją wewnętrzną klęskę.
Znany bohater filmu Andrieja Tarkowskiego „Stalker" męczy się
z tego powodu, że nie może wejść do „pokoju"
(symbol transcendentności), do którego przez wiele lat wprowadzał
ludzi ryzykując własne życie, i wypowiada mniej więcej
takie słowa: „Nie mogę uwierzyć, we mnie uległ złamaniu
jakiś mechanizm". Człowiek we wspóczesnym świecie
nie żyje w zgodzie z samym sobą, z otoczeniem, z Bogiem. Wymaga
uzdrowienia. Jeśli przypomnimy sobie, że rosyjskie słowo
„iscelit" („uzdrowić") pochodzi od słowa „celnyj"
(„całościowy"), to sens słowa „uzdrowienie" stanie
się nieco głębszy niż w potocznym znaczeniu, do którego
przywykliśmy. Uzdrowić - to znaczy uczynić jednością,
przywrócić jedność, zebrać w całość.
Owo gromadzenie człowieka dokonuje się wewnątrz pewnego
centrum, jądra, o którym często nie mamy żadnego
pojęcia. Jak wyraził się pewien współczesny
myśliciel, „żyjemy na peryfe riach samych siebie". Tym
centrum jest obraz Boży w człowieku, obraz ten jest podstawą
naszego autentycznego bytu. Im bardziej odżegnujemy się od wiary
jako tradyci, tym bardziej zbliżamy się do wiary jako objawienia.
Zmianie ulega pejzaż historyczny, ale Bóg, który „na
wieki wieków jeden i ten sam", Bóg Abrahama, Izaaka
i Jakuba, Bóg Jezusa Chrystusa, Bóg Sergiusza i Serafima
prowadzi z człowiekiem ciągle tę samą rozmowę:
„Adamie, gdzie jesteś?" (Rdz 3,9).
Dwudziesty wiek postawił mnóstwo pytań i obnażył
otchłań problemów. „Śmierć Boga" (F. Nietzsche)
i „koniec sztuki" (K. Malewicz), dewaluacja wartości humanistycznych
(faszyzm) i odrzucenie ludzkiej duszy (komunizm) - oto główne
etapy epoki po-chrześcijańskiej. Jednak pośród wielu
odkryć dokonanych w XX wieku jest jedno, które na wadze wieczności
znaczy więcej niż pozostałe. Jego znaczenie zaczynamy uświadamiać
sobie dopiero pod koniec wieku. Jest to odkrycie ikony.
Co jednak należy rozumieć pod określeniem „odkrycie ikony"?
Czyż do naszych czasów ikony nie zachowały się w
cerkwiach, czyż nie pozostały koniecznym elementem prawosławnej
tradycji? Czyż w Rosji nie zachowały się domy, w których
w „pięknym kąciku" wiszą obrazy? Malowanie ikon także
nie ustało w całym okresie synodalnym. Szczątkowo zachowało
się nawet w czasach sowieckich. Cóż więc nazywamy
„odkryciem ikony"?
Odkrycia konserwatorów na przełomie wieków pozwoliły
ujrzeć uwolnioną z nakładanych przez lata warstw i późnych
przemalunków świetlistą ikonę. Było to wielkie
zwycięstwo nad niszczącą siłą i ciemnością
ludzkiego zapomnienia. Nie było to jednak wystarczające. Autentyczne
odkrycie zaczęło się od prób wyjaśnienia ikony
jako fenomenu teologicznego. Właśnie to stało się
odkryciem ikony nie tylko dla świata prawosławnego, ale także
katolickiego i protestanckiego - dla całej chrześcijańskiej
oikumene. Dzisiaj wszyscy chrześcijanie mogą włączyć
się do tego doświadczenia Kościoła powszechnego.
Nie pomniejszając praw dziedzictwa prawosławnego przypomnijmy
jedynie, że jeszcze sto lat temu na prawosławnym Wschodzie miano
na temat ikony mętne wyobrażenia, została ona na Wschodzie
zapomniana tak samo, jak i na Zachodzie. Można znaleźć
na to wiele przykładów w historii Rosji. Otóż
na początku XIX wieku jeden z wykładowców Akademii Duchownej
otrzymał surowe upomnienie od metropolity Filareta Drozdowa za to,
że wprowadził do kursu kościelnej archeologii dział
ikonografii. Władze kościelne dopatrzyły sie w tym propagandy
staroobrzędowej (!). Wiadomo także, że słowianofile,
uważający siebie za autentycznych działaczy narodowego
odrodzenia, dążyli do stworzenia „nowego stylu malarstwa ikonowego
w miejsce barbarzyńskiego stylu bizantyjskiego". Ofic'alne prawosławie
rozumiało swoje zadanie odrodzenia sztuki kościelnej dość
szczególnie. Oto tylko jeden z ukazów Świątobliwego
Synodu z 14 kwietnia 1880 roku. Ukaz mówi: „Aby malarstwo cerkiewne
przy ścisłym przestrzeganiu tradycji odpowiadało również
wymogom sztuki, a przez to pomimo swego znaczenia religijnego mogło
wywierać znaczący wpływ na rozwój właściwego
smaku w masach, Świątobliwy Synod uznał za bardzo pożądane
pośrednictwo Cesarskiej Akademii Sztuk pomiędzy zamawiającymi
i artystami przy wykonywaniu całych ikonostasów, oddzielnych
kibotów i obrazów".
Jednak równolegle z tym w XIX-XX wieku dokonywało się
ciągłe badanie i odkrywanie zabytków przeszłości,
co pomogło w uświadomieniu sobie, czym jest prawosławna
tradycja sztuki ikony. W Rosji powstała znacząca szkoła
konserwatorska, fundamenty której położył F. G.
Sołncew, a w której działali potem A. W. Prachow, W.
W. Susłow i inni. To właśnie oni odkryli stare mozaiki
i freski z XI-XII wieku w takich cerkwiach jak Świętej Sofii
w Kijowie, Świętej Sofii w Nowogrodzie, soborach Św. Dymitra
i Zaśnięcia we Włodzimierzu, cerkwi Św. Jerzego w
Starej Ładodze, soborze klasztoru miroż w Pskowie i innych.
Naukową konsewacją malarstwa sztalugowego zaczął zajmować
się N. I. Podkljucznikow, który pierwszy opracował teorię
konserwacji dążącą do maksymalnego ujawnienia pierwotnego
obrazu bez uzupełniania utraconych fragmentów nowymi kolorami.
Tradycje rosyjskiej szkoły konserwatorskiej kontynuowali J. A. Olsufiew,
I. E. Grabar i inni. Równolegle rozwijało się badanie
źródeł i studio wanie samej ikonografii. W tym wypadku
pierwszeństwo należy do takich znanych uczonych jak A. A. Rowinski,
F. I. Busłajew, G. D. Filimonow, A. I. Kirpicznikow, N. W. Pokrowskij,
D. W. Ajnałow, N. P. Kondakow i inni. W czasach sowieckich szkoła
historyczna W. N. Łazariewa kontynuowała gruntowne badania nad
staroruską i bizantyjską sztuką.
Dzisiaj nie trzeba już nikomu udowadniać estetycznej wartości
ikony (chociaż jej duchową wartość mogą nie do
końca rozumieć nawet prawosławni), ale jeszcze w ubiegłym
wieku określenie „ikona bizantyjska" nie wywoływało
dużego szacunku. Na przykład G. G. Gagarin, wiceprezydent Akademii
Sztuk, tak oto charakteryzuje duchową i intelektualną atmosferę
społeczeństwa rosyjskiego w ubiegłym wieku: „Wystarczy
zacząć rozmowę o malarstwie bizantyjskim, a natychmiast
na twarzach dużej liczby słuchaczy pojawi się uśmiech
pogardy i ironii. Jeśli zaś ktoś zdecyduje się powiedzieć,
że sztuka ta zasługuje na poważne prace badawcze, to żartom
i uśmiechom nie będzie końca. Zostanie wypowiedziana nieskończona
ilość zjadliwych uwag na temat nieposzanowania proporcji, kanciastych
form, dziwacznych póz, nieporadności i dzikości kompozycji
- a wszystko to z grymasami, aby wyraźniej przedstawić szpetność
odrzucanego malarstwa. Wcale nie bronię niedostatków wywodzących
się z braku doświadczenia lub barbarzyństwa czasów
- dodaje G. G. Gagarin -nie poszukuję w nich ani prawidłowego
rysunku, ani wierności perspektywie, ani właściwego oświetlenia,
światłocienia, plastyczności, ani tysięcy innych cech
będących cechami współczesnej sztuki. Poszukuję
myśli oraz stylu i je znajduję".
Widać więc wyraźnie, że w ciągu ostatnich stu
lat stosunek do dziedzictwa ikony zmienił się radykalnie. Niemała
w tym zasługa świeckiej nauki. Jednak stopniowo budziło
się pragnienie głębokiego przemyślenia dziedzictwa
ikony z pozycji chrześcijańskich. Na początku XX wieku
główni rosyjscy teolodzy i filozofowie zwrócili uwagę
na ikonę jako fenomen duchowy. Jednym z pierwszych odkrywców
ikony był Jewgienij Trubieckoj. Tytuł jego pracy - Kolorowa
kontemplacja - już zawiera określoną koncepcję:
filozof odkrywa ikonę jako jedną z odmian teologii na Rusi.
Trubieckoj pisze: „Królestwo bestii wtedy także kusiło
narody odwieczną pokusą: «Wszystko to dam tobie, jeśli
oddasz mi pokłon». Cała sztuka staroruska zrodziła się
w walce z tą pokusą. Odpowiedź na nią staroruscy ikonografowie
dali ze zdumiewającą jasnością i siłą w
obrazach i kolorach przedstawiając to, co wypełniało ich
dusze - wizję innej prawdy życiowej i innego sensu życia".
Trubieckoj jako jeden z pierwszych zobaczył na ikonie świetlisty
promień nadziei, który może przywrócić współczesnego
człowieka Bogu, skierować „od obrazu bestii do obrazu Bożego".
Jego praca, napisana w dniach I wojny światowej, przeniknięta
jest troską o los Rosji i całego świata, ale czuć
w niej także skrzydlatość nowej otwierającej się
perspektywy duchowej: „Rosyjscy ikonografowie widzieli to piękno,
które zbawi świat, i uwiecznili je w kolorach. Sama myśl
o zbawczej mocy piękna dawno już żyje w idei cudownej ikony!
W tej skomplikowanej walce, jaką prowadzimy, pośród nieskończonych
bólów, jakich doświadczamy, niech będzie ta siła
dla nas źródłem pociechy i odwagi. Chrońmy i miłujmy
to piękno! Właśnie w piękno wcielony jest sens życia,
który nie ginie. Nie zginie także naród, który
z tym właśnie sensem zwiąże swoje losy. Jest on potrzebny
światu, aby złamać panowanie bestii i wyzwolić ludzkość
z ciężkiej niewoli".
W ślad za J. N. Trubieckim teologię ikony badali inni myśliciele,
zwłaszcza o. Sergiusz Bułgakow i o. Paweł Florenski. Bułgakow
ponad wszystko stawia gnozeologiczną i teurgiczną funkcję
ikony, podkreślając, że ikona pomaga człowiekowi w
poznaniu i znalezieniu Boga. „Bóg objawia się nam często
i wielorako - w słowie, działaniu i w obrazach. Ponieważ
Słowo Boże objawiło się człowiekowi i „żyło
z ludźmi”, może być przedstawiane w sztuce ... Jednak to
zadanie prowadzi nas poza granice sztuki w dziedzinę religii, a mówiąc
ściślej jednoczy obie te dziedziny. Wymaga od ikonografa nie
tylko znajomości sztuki, ale także religijnego oświecenia,
objawienia, a to jest możliwe jedynie w zjednoczeniu jego religijnego
i artystycznego życia, czyli na gruncie kościelnym. W ten sposób
powstaje ikonografia jako sztuka kościelna, która łączy
w sobie wszystkie twórcze zadania sztuki z doświadczeniem
kościelnym.
Ikona jest dziełem sztuki, która zna i ceni swoje formy i
kolory, osiąga ich objawienie, włada nimi i jest im posłuszna.
Jednocześnie jest objawieniem nadprzyrodzonego, w postaciach cielesnych
ukazuje życie duchowe. W niej Bóg objawia siebie w twórczości
człowieka, dokonuje się akt teurgiczny zjednoczenia ziemi i
nieba. Dlatego sztuka ikony jest jednocześnie dziełem sztuki
i dziełem religijnym, pełnym modlitewno-ascetycznego napięcia
(dlatego też Kościół zna odrębne oblicze świętych-ikonografów,
w osobach których zostaje kanonizowana także sztuka jako droga
zbawienia".
Paweł Florenski, uczony encyklopedysta i analityk, rozpatrywał
ikonę, jeśli można tak powiedzieć, na poziomach mikro
i makro, „rozbijając ją na atomy" badał symboliczny
język ikony i równocześnie włączał ikonę
w ogólny zamysł Boga o świecie jako konieczny element
filozofii kultu. Florenskiego interesowała przede wszystkim metafizyka
ikony. „Obszar tej sztuki zamknięty jest w sobie nieporównanie
bardziej, niż jakikolwiek inny i nic, co obce, żaden «ogień
inny» nie może przedostać się na ów najświętszy
stół ofiarny (...) W samych metodach malarstwa ikonowego,
w technice wykonywania ikony, w zastosowanych materiałach, w fakturze
obrazu zawarta jest metafizyka, dzięki której ikona żyje
i trwa. Przecież sama substancja, same materiały, które
stosuje się w danym rodzaju czy w danej formie sztuki, są symboliczne
i mają swe konkretno-metafizyczne właściwości, dzięki
którym sztuka odnosi się do jakiegoś bytu duchowego".
W czasach sowieckich ze znanych powodów uległo przerwaniu
wiele tradyci, wśród nich także sztuka ikony, która
dopiero co zaczęła się odradzać na początku wieku,
a teologia również została w praktyce sprowadzona do
zera. Pozostawały jedynie prace konserwatorskie i akademickie badania.
Tymczasem zagrodzony przez sowiecką ideologię potok „wody żywej"
znalazł dla siebie inny nurt. Tym nurtem stała się emigracja.
Wyrzuceni z ojczyzny filozofowie, wśród nich S. Bułgakow,
kontynuowali swoje prace we Franci. Dzięki o. Sergiuszowi Bułgakowowi
w Paryżu zorganizowano Instytut Teologiczny, w którym on sam
i jego uczniowie kontynuowali prace badawcze. Niestety, o. Paweł
Florenski pozostał w ojczyźnie, gdzie dosięgnął
go tragiczny los - męczeńska śmierć na Sołowkach.
Były monaster sołowiecki został przemieniony na obóz
o ścisłym reżymie i kolejny raz w historii Rosji zajaśniał
światłem męczenników Chrystusowych. To tutaj kiedyś
był igumenem Filip Kołyczew, który stał się
ofiarą tyranii Iwana Groźnego, to tutaj osiem lat mnisi wytrzymywali
oblężenie w okresie schizmy, a w latach trzydziestych XX wieku
znalazło tu swoją Golgotę tysiące nowych męczenników
Kościoła. Ta karta historii Rosji także ma bezpośrednie
odniesienie do ikony, ponieważ męczeństwo w imię Chrystusa
zapieczętowuje w człowieku Obraz Boży, autentyczny Obraz.
Z drugiej strony żelaznej kurtyny kontynuowano pracę Ducha.
Szkoła ikonograficzna znalazła nowe możliwości rozwoju
za gra nicą. Wyrzucony z Rosji Nikodim Pawłowicz Kondakow wyjechał
wraz z całym swoim instytutem; osiedlił się najpierw w
Belgradzie, a następnie w Pradze, kontynuując fundamentalne
badania w dziedzinie ikonografii i ikonologii. W ciągu dziesięciu
lat instytut publikował almanachy „Seminarium Kondacovianum",
które do dzisiaj są prawdziwą ikonologiczną encyklopedią.
Losy ikonografów na emigrac'i układały się interesująco,
ponieważ dążyli oni do znalezienia w ikonie drogi do niebieskiej
ojczyzny, po utracie ziemskiej ojczyzny. Najwybitniejszym artystą
w nurcie emigracyjnej tradycji ikonograficznej (w pewnym sensie prace
poszczególnych ikonografów układały się we
własną tradycję, która była owocna także
dla nieprawosławnych chrześcijan) był Grigorij Krug. Mnich
Grigorij (w świecie Gieorgij Iwanowicz Krug) urodził się
w Petersburgu w 1909 roku, uczył się malarstwa w Tallinie i
Tartu, a następnie w Paryskiej Akademii Sztuk Pięknych. W latach
dwudziestych znalazł się na emigrac'i we Francji, złożył
śluby zakonne i poważnie zajął się malarstwem
ikonowym, uważając swoją pracę za służbę
Bogu. Grigorij Krug wymalował wiele cerkwi we Franci, Anglii, Holandii
i innych krajach, w których prawosławni budowali swoje świątynie.
Znaczną część życia mnich Grigorij spędził
w maleńskiej pustelni Ducha Świętego pod Paryżem,
niedaleko Wersalu. Tutaj też zmarł 12 czerwca 1969 roku. Poza
ikonami i freskami pozostawił po sobie niewielki zeszyt, w którym
zapisywał swoje myśli na temat malarstwa ikonowego. Jego rozmyślania
są nie mniej cenne niż jego prace malarskie. Przede wszystkim
jako mnich-pustelnik Grigorij Krug cenił w ikonie jej świetlistą
moc, która niesie światłość Chrystusa w ten
świat. „Cześć oddawaną ikonom w Kościele porównać
można do gorejącej świecy, której płomień
nigdy nie gaśnie. Zapalona nie ręką człowieka - nie
przestaje płonąć na wieki. Płonęła, płonie
i płonąć będzie, choć płomyk jej jest chybotliwy
pali się spokojnie, to znów prawie zamiera, by za chwilę
rozjarzyć się blaskiem nie do zniesienia dla ludzkich oczu.
I nawet wtedy, gdy wszyscy nieprzyjaciele sprzymierzają swe siły,
by zniweczyć to światło, narzucić na nie zasłonę
ciemności - ono nie ginie i zginąć nie może. Nawet
wówczas, gdy więdnie pobożność i wysychają
źródła sztuki sakralnej, zaś same ikony tracą
jakby aureolę swej niebiańskiej godności, nawet wtedy nie
gaśnie ów płomień, lecz żyje wciąż
w ukryciu, gotów znów rozbłysnąć z całą
mocą i tryumfem blasku Przemienienia Pańskiego. Jak się
wydaje, jesteśmy w przededniu takiej właśnie chwili i choć
noc wciąż jeszcze trwa, nadchodzi już poranek".
Jako malarz ikon Grigorij Krug jest interesujący przede wszystkim
dlatego, że jego twórczość jest pomostem łączącym
ikonograficzną tradycję przedrewolucyjnej Rosji z odkryciem
prawosławnej ikony, które aktualnie przeżywa Zachód.
Korzenie jego malarstwa ikonowego bez wątpienia tkwią w ruskiej
tradycji, ale samo malarstwo rozwinęło się i okrzepło
w innym środowisku, w którym Rosyjski Kościół
Prawosławny był zaledwie małą wysepką w ogromnym
morzu świata nieprawosławnego. Być może dlatego właśnie
prawosławie na emigracji zawsze miało charakter nostalgiczno-romantyczny,
co wycisnęło szczególne piętno na stylu i charakterze
malowania ikon. W pracach Kruga podkreślona jest stylizacja i czuje
się oddźwięk dekadencji. Postacie świętych na
jego ikonach przypominają cienie zarysowujące się bez ciała
w sterylnej przestrzeni, linie konturów są nieco manierystyczne,
oblicza pogrążone we wspomnieniach o czymś na zawsze utraconym.
Silną stroną ikon Kruga jest ich modlitewny nastrój,
głębia, czystość (niekiedy co prawda przypominająca
sterylność), słabą natomiast jest brak paschalnej
radości, która była tak dobrze znana starożytnej
ikonie, a którą z trudem akceptowało późniejsze
prawosławie. Dziedzictwo Grigorija Kruga jest unikalne i stanowi
ważny wkład w odrodzenie ikony w naszych czasach. Jego freski
w cerkwi Trzech Świętych Biskupów w Paryżu i ikonostas
w pustelni Ducha Świętego w Anwille-Saint-Denis, liczne ikony
rozproszone po całym świecie (jedna z nich została podarowana
Moskiewskiej Akademii Duchownej) - świadczą o jego wielkim dziele
jako ikonografa i męża modlitwy. Nie przypadkiem jedną
z najbardziej głębokich jego ikon jest obraz św. Serafina
z Sarowa. Świetlisty starzec, klęczący z podniesionymi
ku niebu rękoma, trwa na modlitwie. Kiedy się spojrzy na tę
ikonę, przypominają się słowa świętego ascety:
„Zachowaj ducha pokoju, a wokół ciebie zbawią się
tysiące".
A oto przykład jeszcze jednego zadziwiającego losu - siostra
Joanna (w świecie Julija Nikołajewna Rejtlinger, 1898-1988).
Urodziła się i wyrosła w Petersburgu, uczyła się
w szkole przy Towarzystwie Miłośników Sztuk Pięknych.
W 1918 roku poznała o. Sergiusza Bułgakowa, który niedawno
przyjął święcenia kapłańskie. Przez całe
życie Julija Nikołajewna była córką duchową
o. Sergiusza, za nim pojechała na emigrację. We Francji pomagała
swojemu ojcu duchowemu w zorganizowaniu Instytutu Teologicznego św.
Sergiusza w Paryżu. Równocześnie kontynuowała studia
plastyczne, uczyła się u znanego malarza francuskiego Maurice'a
Denisa. Złożyła śluby zakonne, otrzymała imię
Joanna, i całe swoje życie poświęciła malarstwu
ikonowemu. Ojciec Sergiusz pobłogosławił swoją duchową
córkę na ten trud. A to, że uprawianie malarstwa ikonowego
w warunkach emigracji było trudem, nie budzi wątpliwości,
ponieważ nie istniały żadne szkoły ikonograficzne
ani żadne wzory, na które można by orientować swoją
twórczość. Tylko jeden raz, w 1928 roku, w Monachium
miała miejsce wystawa staroruskiej ikony, którą Julii
Nikołajewnej udało się obejrzeć. Bóg jednak
chciał, żeby gałązka tradycji malarstwa ikonowego
rozwinęła się na tym gruncie. Wkrótce prace siostry
Joanny zwróciły na siebie uwagę znawców i prostych
ludzi. Po opublikowaniu w rosyjskiej gazecie „Rossija i Sławjanofilstwo"
reprodukcji ikony jej pędzla „Nie płacz po Mnie, Matko",
krytyka nazwała Julię Nikołajewna twórcą rosyjskiej
„Pięty". Wielu ikonografów we Francji uczyło się
u niej, w tym także mnich Grigorij Krug. Inną stroną twórczości
Julii Nikołajewny było ilustrowanie dziecięcej literatury
religijnej - artystka uważała, że język ruskiej ikony
jest zrozumiały dla dzieci i starała się w stylu ikony
zdobić książki, które miały wiele wydań.
W latach wojny siostra Joanna współpracowała z matką
Marią Skobcową i o. Dymitrem Klepininym, których tragiczny
los jest dobrze znany. Sama siostra Joanna cudem uniknęła niemieckich
obozów, ale po zakończeniu wojny trafiła na sowieckie
zesłanie.
Bardzo pragnęła powrócić do ojczyzny, ale nie pozwolono
jej oiedlić się w Leningradzie i dlatego wyjechała z Paryża
do Centralnej Azji. Przez wiele lat mieszkała w Taszkiencie, dalej
malowała ikony, chociaż w ostatnich latach życia oślepła
i ogłuchła. Wierzyła jednak, że nawet pośród
mrocznej sowieckiej rzeczywistości zajaśnieje kiedyś świetliste
Oblicze Chrystusa. W listach do o. Aleksandra Mienia pisała: „Nasze
czasy zrozumiały to, czego nie rozumiał ani XVIII wiek, ani
XIX wiek, zamalowując skarby XV wieku i inne. Jednakże wszystkie
najstarsze ikony, z okresu przed najazdem mongolskim, są bardziej
realistyczne niż Rublow, a to jest, jak sądzę, bliższe
naszemu stanowi duchowemu". Julia Nikołajewna odkryła najważniejszą
rzecz - jako naród jesteśmy poganami i możemy w dawnej
ikonie odkryć to samo, co odkryła w niej Ruś po przyjęciu
chrześcijaństwa w czasach księcia Włodzimierza.
Ikony siostry Joanny mają zadziwiającą cechę - są
pełne dziecięcej wiary i paschalnej radości. Jej prace
są rozproszone po całym świecie - ikonostasy we Francji,
freski w Anglii, książki w Ameryce. Również w Rosji
po domach z szacunkiem przechowuje się ikony malowane ręką
siostry Joanny. Ojciec Sergiusz Bułgakow nazywał je „świeczuszki",
ponieważ niosą nam prawdziwe światło wieczności.
Malarstwo ikonowe uważano za domenę mężczyzn, ale
w XX wieku sytuacja tak bardzo się zmieniła, że dzisiaj
sztuki ikony nie można sobie wyobrazić bez takich mistrzyń
jak Julia Nikołajewna Rejtlinger lub siostra Julianna (w świecie
Marija Nikołajewna Sokołowa), bądź też Ksenia
Michajłowna Pokrowskaja, a także wielu innych.
Jednak główna linia odrodzenia malarstwa ikonowego w Rosji
związana jest dzisiaj z imieniem archimandryty Zinona (w świecie
Władimir Tieodor), mnicha klasztoru pskowsko-pieczerskiego. Namalował
on już wiele ikon, wymalował wiele cerkwi, w tym także
cerkiew Ojców Siedmiu Soborów Powszechnych, kaplicę
Św. Korneliusza i sobór Opieki Bogurodzicy na wzgórzu
w klasztorze pskowsko-pieczerskim. Archimandryta Zinon pracował w
Nowym Walaamie w Finlandii i w klasztorze Chevetogne w Belgii. Główną
jego zasługą jest to, że nie tyle przywraca rzemiosło
i technikę malarstwa ikonowego, ile w znacznie większym stopniu
teologię i kult ikony. „Ikona, niestety, nie zajmuje w kulcie należnego
jej miejsca - uważa Zinon - i stosunek do niej nie jest taki, jaki
być powinien. W ikonie dawno już przestano widzieć teologię
i wydaje się, że nawet nie podejrzewa się, iż ikonograf
może mimo woli skazić prawdy wiary. Niekiedy ikona zamiast świadczyć
o prawdzie, okazuje się świadectwem fałszywym".
W osobie archimandryty Zinona połączyły się dwie linie,
długie lata rozwijające się paralelnie - sztuka malarstwa
ikonowego i teologiczne uzasadnienie ikony. Pierwszy kierunek był
w ostatnich dziesięcioleciach związany przede wszystkim z praktyką
kon serwacji ikon (jeszcze dziesięć lat temu ikonograf mógł
zajmowaćsię jedynie konserwacją starych ikon, malowanie
nowych było zabronione przez państwo). Teologią ikony zajmowali
się filozofowie i teolodzy, gabinetowi uczeni, historycy sztuki (w
czasach sowieckich niekiedy pozwalano w pracach naukowych na
uwzględnienie szczegółowych interpretacji teologicznych).
Archimandryta Zinon uważa, że w malarstwie ikonowym rzemiosło
jest ściśle związane ze zrozumieniem obrazu i nie może
być poprostu kopiowaniem wzorców. Poza tym ikona jest liturgiczna
ze swej istoty i dlatego bez żywego doświadczenia wiary malarstwo
ikonowe nie istnieje. Ikona jest owocem świadomości kościelnej,
a nie tylko dziełem indywidualnej twórczości, choćby
połączonej z talentem. Autentycznymi twórcami ikon byli
święci ojcowie, oni położyli fundament kultu ikony
i walczyli nie o piękno ikon, ale o Prawdę. Początkowo
ikonę traktowano nie jako odbicie jakiegoś aspektu wiary prawosławnej,
ale prawosławia w całości (stąd święto Tryumf
Ortodoksji związane jest z ikoną). Wraz z upadkiem całościowego
chrześcijańskiego światopoglądu, typowego dla epoki
Ojców Kościoła, malarstwo ikonowe stopniowo traciło
swoją treść duchową: oznacza to, że malarstwo
ikonowe zostało oderwane od kultu ikony. Widoczna w ciągu ostatnich
dwóch wieków sekularyzacja sztuki cerkiewnej polega, według
Zinona, na tym, że smak estetyczny zaczął dławić
sens duchowy i obecnie zewnętrzne atrybuty ikony są uważane
za jej autentyczną treść. „Kościół prawosławny
zawsze walczył z obumieraniem sztuki sakralnej - pisze archimandryta
Zinon. Głosem swoich soborów, biskupów i wiernych bronił
sztuki przed przenikaniem do niej obcych elementów, właściwych
sztuce świeckiej. Nie można zapominać, że jak myśl
w dziedzinie religii nie zawsze była na poziomie teologii, tak i
twórczość artystyczna nie zawsze była na poziomie
autentycznego malarstwa ikonowego. Dlatego też błędem byłoby
uważać każdy obraz za bezbłędny, nawet jeśli
jest bardzo piękny i znajdował się w cerkwi sto lub dwieście
lat, a tym bardziej jeśli powstał w epoce upadku malarstwa ikonowego
(...) nauka Kościoła może zostać skażona pędzlem,
podobnie jak słowem
Prace malarskie archimandryty Zinona są interesujące przede
wszystkim dlatego, że są rzeczywistym ucieleśnieniem jego
postawy teologicznej. Często odwołuje się on do tradycji
XV wieku, jeszcze częściej do wzorów bizantyjskich. Styl
Zinona jest nieco suchy, ale sprawdzony do granic możliwości,
jest w nim szczególna estetyka ascetyzmu. Jednak najważniejsze
jest to, że akcentuje on sens obrazu; cyzelując formę ikonograficzną,
jak cyzeluje się myśl zawartą w lakonicznej metaforze aforyzmu,
Zinon przywraca ikonie wyraźną strukturę tekstową.
Według opinii świętych ojców słowo i obraz
są na ikonie jednością, jak jednością są
w życiu Kościoła. „Mówiąc o odrodzeniu kościelnym
- pisze archimandryta - należy koniecznie i przede wszystkim troszczyć
się o to, żeby Kościół ciągle objawiał
światu to piękno, które sam posiada w pełni. Kiedy
mało kto dowierza słowu, kazanie bez słów przyniesie
więcej owoców. Życie kapłana, każdego chrześcijanina,
obraz cerkiewny, śpiew cerkiewny, architektura świątyni,
powinny mieć na sobie pieczęć niebieskiego piękna".
Archimandryta Zinon widzi gwarancję przyszłości Kościoła
w odrodzeniu czystego kultu ikony, a w ślad za tym malarstwa ikonowego.
„W epoce ikonoklazmu Kościół walczył o ikonę,
a w naszych bolesnych czasach przyszła pora, aby ikona walczyła
o Kościół".
Rzeczywiście, we współczesnym świecie możemy
zaobserwować, że tam, gdzie rodzi się przebudzenie, tam
pojawia się zainteresowanie ikoną. Można to zauważyć
nie tylko w prawosławiu, ale i w katolicyzmie. W Europie istnieje
już kilka katolickich centrów, w których zorganizowano
szkoły ikonograficzne - we Włoszech, Francji, Szwajcarii, Anglii
i w innych krajach. Coraz częściej prawosławne ikony można
spotkać w kościołach katolickich. Na przykład w kościele
Sainte Trinite w Paryżu jako obraz patronalny czczona jest ikona
Andrzeja Rublowa „Trójca Święta", chociaż na
razie ikonę zastępuje reprodukcja naklejona na deskę. Współczesny
Zachód odkrywa dla siebie chrześcijański Wschód
przez ikonę. Obraz mówi dzisiaj więcej niż słowo,
ponieważ dotychczas słowa jedynie dzieliły dwa światy
- prawosławnych i katolików. Ikona jako wspólne dziedzictwo
duchowe, powstałe w jeszcze nie podzielonym Kościele, jednoczy
oba Kościoły. Wielką rolę w spotkaniu dwóch
kultur odgrywają ikonograficzne i teologiczne tradycje rosyjskiej
emigracji. Jako najbardziej wyraźny przykład można wymienić
książkę Leonida Uspienskiego
La Theologie
de Licóne dans LEglise orthodoxe, opublikowaną w Paryżu
w 1989 roku. Uspienski łączył w swojej osobie praktyka-malarza
ikonowego oraz teologa-interpretatora i historyka sztuki. Jego książka
jest obecnie jedyną fundamentalną pracą z tej dziedziny.
Katolikom łatwo jest powrócić do ikony, ponieważ
ikona jest wspólnym dziedzictwem Kościoła i w tradycji
zachodniej istnieje własne doświadczenie malarstwa ikonowego
oraz kultu ikony. Poza tym prawosławni i katolicy mają wiele
wspólnych świętości, na przykład takie starożytne
ikony jak „Boleściwa" (w Polsce znana pod nazwą „Nieustającej
pomocy"), „Częstochowska", „Ostrobramska" i inne.
Paradoks współczesnej sytuacji polega na tym, że również
świat protestancki zaczyna interesować się ikoną.
We wczesnym protestantyzmie istniały silne tendencje ikonokla-styczne
i do dzisiaj wiele protestanckich denominacji zajmuje kategoryczną
i nieprzejednaną postawę w stosunku do kultu ikony, uważając
ten kult za pogaństwo i kult bożków. Tym niemniej ikoną
interesuje się współczesny świat protestancki. Choć
wydaje się to dziwne, jako pierwsi do ikony zwrócili się
przedstawiciele najbardziej „ortodoksyjnych" kierunków - luteranie,
kalwini, reformatorzy. W tym środowisku obecnie widać powrót
do estetyki liturgicznej, teologii apofatycznej i osiągania sensu
słowa poprzez obraz. Nie ma potrzeby uzasadniania znaczenia słowa
Bożego dla świadomości protestanckiej, fundamentaliści
często dochodzą do absolutyzacji tekstu Pisma Świętego
i kultu litery z uszczerbkiem dla ducha. Dlatego ikona okazuje się
tym objawieniem słowa, które ratuje przed skrajnościami
racjonalnego podejścia do Dobrej Nowiny. Granice między kultem
ikony i idololatrią zostały określone już przez świętych
ojców, którzy przede wszystkim odwoływali się
do tożsamości słowa i obrazu: „My nie kłaniamy się
skórze i atramentowi, lecz słowu Bożemu, na niej atramentem
napisanemu, i podobnie w ikonie kłaniamy się nie naturze farb
i deski, ale obrazowi Chrystusa". Te słowa Leonc'usza z Hierapolis,
wygłoszone w VIII wieku, okazują się aktualne i dzisiaj
w dialogu prawosławnych z protestantami. Należy dodać,
że akceptacja ikony przez młody (w porównaniu z historycznymi
Kościołami) świat protestancki ma w sobie zadziwiający
smak objawienia. Nie zapomnę, jak zdumiał mnie jeden mnich z
Taize, który na ostatnie spotkanie grupy biblijnej przyniósł
właśnie ikonę Bogurodzicy Włodzimierskiej i długo
na przykładzie tej ikony wyjaśniał tajemnicę stosunków
Boga i człowieka (uczestnicy grupy właśnie o tym rozmyślali
w ciągu tygodnia). Wspólnota Taize wyróżnia się
tym, że wszędzie można w niej spotkać ikony ruskie,
bizantyjskie, wczesnochrześcijańskie, współczesne.
Zasada jedności chrześcijan, wyznawana przez brata Rogera i
całą wspólnotę, silnie jest wyrażona na ikonie.
Kontemplacja, na którą nastawieni są bracia we wspólnocie,
również znajduje swoje idealne wcielenie w ikonie. Najsilniejszą
stroną tradycji Taize jest głębokie pogrążenie
się w modlitwę i medytacyjny śpiew. To również
ma swoje odbicie w ikonie. Poza tym brat Roger, ojciec i założyciel
wspólnoty, uważa, że prawdziwą ikoną jest każdy
człowiek spotkany przez nas, ponieważ jest on stworzony na obraz
i podobieństwo Boże, przez niego przychodzi do nas Bóg.
Pozostaje to w pełnej zgodności z nauką świętych
ojców o obrazie.
Ikona pełni więc ważną funkcję w dialogu międzywyznaniowym,
dysponując językiem, który może być zrozumiały
dla wy znawcy każdej tradycji. Ikona jest budowana na słowie
Bożym, ikona jest chrystocentryczna i dlatego wyraża ogólnochrześcijańskie
zasady.
Odkrycie ikony nie zostało jeszcze do końca przemyślane
w Kościele. Tym niemniej dzisiaj ikona pomaga w budowaniu Kościoła.
W ikonie, jak pisał o. Georges Florovsky, realizuje się „wewnętrzna
charyzmatyczna, czyli mistyczna pamięć Kościoła ...
jedność Ducha - żywy i nieprzerwany związek z tajemnicą
Pięćdziesiątnicy, z tajemnicą Wieczernika".
We współczesnym świecie wzrasta w widoczny sposób
rola ikony. Dzisiejszy świat potrzebuje Obrazu. Jednak świat
ten przypomina złożoną konstrukc'ę i na każdym
jego stopniu ikona objawia się w różny sposób.
Dla człowieka świeckiej kultury ikona bez wątpienia stanowi
wartość estetyczną, ale jednocześnie pozwala odkrywać
w sobie niewyczerpane możliwości informacyjne. Człowiek
poszukujący prawdy postrzega w ikonie most łączący
dwa światy - widzialny i niewidzialny, świat kultury i świat
objawienia. Dla osób przychodzących do Kościoła
ikona jest najlepszym katechetą, ponieważ w języku obrazowo-symbolicznym
treść dogmatów ujawnia się głębiej niż
w słowach. Dla ludzi będących już w Kościele
ikona jest pomocą w pogłębianiu modlitwy i życia duchowego.
Ikona pomaga aktualizować naszą wiarę, czyni ją nie
intelektualną i refleksyjną, ale żywą i dialogową.
Współczesna teologia coraz częściej analizuje ikonę
jako pozawerbalny sposób funkcjonowania chrześcijańskiej
homilii.
Współczesny francuski teolog prawosławny Olivier Clement
pisze: „Owa godna zaufania autentyczność, która objawia
się nam w wierze, powinna karmić także nasze doświadczenie.
Doświadczenie to jest zaś przede wszystkim sakramentalne i liturgiczne.
Liturgia jest natomiast nie tylko skierowana ku głoszeniu królestwa,
ale i ku temu, aby - w blasku piękna - przybliżyć realną
obecność królestwa. Oto dlaczego ikona stanowi konieczny
element liturgii, niesie świadectwo o osobistej świętości
i o tajemnicy nadchodzącego świata. Przypomina nam, że
Bóg stał się osobą i człowiek w kontakcie ze
Zmartwychwstałym staje się autentyczną osobą".
Jaka jest przyszłość ikony? Oto fragmenty rozmyślań
o tym problemie wielkiego męża XX wieku - patriarchy Atenagorasa.
„Nie możemy sobie wyobrazić cerkwi bez ikon. «Kto widzi Mnie,
widzi także i Ojca» - mówi On [czyli Jezus Chrystus - I. J.].
Ponieważ Bóg był widzialny w ciele i zbawił mnie
za pośrednictwem materii, odtąd materia może wyrażać
obecność Boga, który stał się człowiekiem,
a także obecność przebóstwionych ludzi. Ikona jest
prawdziwą teologią, ponieważ Bóg jest pięknem,
przede wszystkim pięknem ... Kim jest święty, jeśli
nie człowiekiem zaprawdę pięknym, ale mającym nie
banalne i efemeryczne piękno młodości, a jedyne i wieczne
piękno, które wyrasta z serca będącego wiernym zwierciadłem
Zmartwychwstałego. Ikona powinna być podobna do swego archetypu
i to podobieństwo wyjawia sobą obecność uświęconej
osoby, która nie zna już więcej oddalenia - nie jest
jednak portretem cielesnego człowieka żyjącego na tej ziemi,
gdzie nigdy nie osiąga się doskonałej świętości,
gdzie wspólnota ze Zmartwychwstałym oznacza zawsze wspólnotę
z Mężem Boleści. Ikona jest otwarta ku królestwu
Bożemu: przedstawia człowieka, który ostatecznie zmartwychwstał,
w całej wspaniałości jego duchowego ciała, wspólnoty
świętych, przemienienia świata... Często ogarnia mnie
obawa, aby obecnie nasze malarstwo ikonowe pośród artystów
i teoretyków, niekiedy niepospolitych, którzy je odnawiają
i uwalniają od pietyzmu i słodyczy wpływów dekadencji,
nie stało się na mocy reakcji zastygłym, hierarchicznym,
naśladującym wielkie osiągnięcia z przeszłości.
Z ikoną sprawa ma się tak samo jak z myślą Ojców.
Pozostając całkowicie oddanym Tradycji i podstawowym kanonom
świętej sztuki, trzeba ośmielić się tworzyć
tę sztukę. Inaczej nie wyjdziemy poza pobożną archeologię.
Główny nurt życia Tradycji powinien wchłonąć
w siebie poszukiwania naszych czasów, oświecić życie
we wszystkich jego aspektach...".
Podobne obawy podziela wiele osób, i to nie bez podstaw. Współczesne
malarstwo ikonowe istnieje w stanie jakby wahadła z bardzo dużą
amplitudą wychyleń: od na poły awangardowego indywidualizmu
i rynkowego modernizmu do akademickich kopii i bezosobowego solidnego
rzemiosła. Jednakże nie te cechy określają drogę
ikony. Ikona jest zwierciadłem Archetypu i dlatego zawsze jest taka
sama i zawsze nowa. Ikona jest również obrazem naszej wiary:
jacy my jesteśmy, taka jest też ikona. Ikona zarazem otwiera
nas na całe doświadczenie Kościoła, wiążąc
przeszłość, teraźniejszość i przyszłość:
przeszłość - przez związek z tradycją; teraźniejszość
- przez talent artysty, który zawsze jest dzieckiem swoich czasów;
przyszłość - przez ukierunkowanie ku nadchodzącemu
królestwu. Im bardziej harmonijnie łączą się
ze sobą te trzy koordynaty, tym dokładniejsza jest ikona.
Do takich ikon należy obraz św. apostołów Piotra
i Andrzeja. Ikona została namalowana przez greckiego mistrza z okazji
historycznego spotkania patriarchy ekumenicznego Atenagorasa i papieża
Pawła VI, podczas którego zostały zdjęte wzajemne
anatemy, rzucone w XI wieku w okresie wielkiej schizmy. Na tej ikonie
przedstawieni są dwaj bracia - apostołowie Piotr i Andrzej,
z których pierwszy jest patronem całego świata zachodniego,
a drugi patronem Rosji i całego świata słowiańskiego,
gdzie według tradycji apostołował. Ta radykalna zmiana
postawy Kościołów, prowadząca od konfrontacji do
współpracy, dokonała się w 1964 roku w Ziemi Świętej.
Apostołowie Piotr i Andrzej - rodzeni bracia są przedstawieni
jako obejmujący się, a nad nimi błogosławiący
ich Zbawiciel, przez co ich spotkanie dokonuje się w Chrystusie,
oni są jednością nie tylko według krwi, ale przede
wszystkim w duchu. Krzyż, na którym został ukrzyżowany
apostoł Piotr głową do dołu i krzyż Andrzeja
w kształcie litery „X" - narzędzie męczeństwa
Andrzeja, świadczą o autentyzmie wyznawania przez braci Chrystusa.
Tę ikonę można nazwać autentycznym owocem soborowej
twórczości Kościoła. |