|
Jedną z cech człowieka jest zdolność
do cenienia piękna. Dusza ludzka potrzebuje piękna i poszukuje
piękna. Cała ludzka kultura jest przeniknięta poszukiwaniem
piękna. Biblia także świadczy, że w osnowie świata
legło piękno i człowiek początkowo stanowił wspólnotę
z pięknem. Wygnanie z raju - to obraz utraconego piękna, zerwanie
człowieka z pięknem i prawdą. Kiedy człowiek utracił
swoje dziedzictwo, zapragnął je odzyskać. Historia ludzkości
może być przedstawiona jako droga od utraconego piękna
do piękna odzyskiwanego, i na tej drodze człowiek postrzega
siebie jako uczestnika w Bożym tworzeniu. Po wyjściu z pięknego
ogrodu Eden, symbolizującego jego czysty stan naturalny przed upadkiem,
człowiek powraca do miasta-ogrodu - jest to Niebieskie Jeruzalem,
„nowe (...), zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica
zdobna w klejnoty dla swego męża" (Ap 21,2). Jest to ostatni
obraz - obraz przyszłego piękna, o którym powiedziano:
„Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce
człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy
przygotował Bóg tym, którzy Go miłują"
(1 Kor 2,9).
Całe Boże stworzenie było początkowo piękne.
Bóg cieszył się swoim stworzeniem na różnych
etapach jego tworzenia. „A Bóg widział, że były
dobre" - te słowa powtarzają się w pierwszy rozdziale
Księgi Rodzaju siedem razy i jest w nich wyraźnie odczuwalny charakter
estetyczny. Od tego właśnie zaczyna się Biblia i kończy
się objawieniem o nowym niebie i nowej ziemi (Ap 21,1). Apostoł
Jan mówi o tym, że „cały zaś świat leży
w mocy Złego" (1 J 5,19), podkreślając tym samym,
że świat nie jest zły sam w sobie, ale że zło
po wejściu w świat skaziło jego piękno. Na końcu
czasów znowu zajaśnieje prawdziwe piękno Bożego
stworzenia - oczyszczone, zbawione, przemienione.
Pojęcie piękna obejmuje zawsze pojęcia harmonii, doskonałości,
czystości, a według chrześcijańskiego światopoglądu
również pojęcie dobra. Rozdział etyki i estetyki
nastąpił dopiero w czasach nowożytnych, kiedy kultura doświadczyła
sekularyzacji i utracono całościowe chrześcijańskie
spojrzenie na świat. Pytanie Puszkina o współistnienie
geniusza i złodzieja zrodziło się w rozbitym świecie,
dla którego chrześcijańskie wartości nie są
już oczywiste. Po stu latach pytanie to brzmi już jak stwierdzenie:
„estetyka brzydoty", „teatr absurdu", „harmonia zniszczenia",
„kult przemocy" - oto estetyczne współrzędne, określające
kulturę XX wieku. Zerwanie związku poglądów estetycznych
z etycznymi korzeniami prowadzi do antyestetyki. Jednak nawet w czasie
rozpadu ludzka dusza nie przestaje dążyć do piękna.
Wspaniała ludzka sentencja: „w człowieku wszystko powinno być
piękne", nie jest czym innym, jak tylko tęsknotą za
całościowym chrześcijańskim rozumieniem piękna
i jedności obrazu. Sytuacje bez wyjścia i tragedie współczesnych
poszukiwań piękna wynikają z całkowitej utraty drogowskazów
kierujących na świat wartości, z zapomnienia o źródłach
piękna.
Piękno - w rozumieniu chrześcijańskim - jest kategorią
onto-logiczną, nierozerwalnie związaną z sensem bytu. Piękno
jest zakorzenione w Bogu. Stąd zaś wynika, że istnieje
tylko jedno piękno - Piękno Prawdziwe, sam Bóg. Wszelkie
piękno ziemskie jest jedynie obrazem, który w mniejszym lub
większym stopniu odbija Pierwowzór. „Na początku
było Słowo (...) wszystko przez Nie się stało, a bez
Niego nic się nie stało, co się stało" (J 1,1-3).
Słowo, Niewypowiedziany Logos, Rozum, Sens - to pojęcie ma ogromną
liczbę synonimów. Wśród nich znajduje swoje miejsce
zadziwiające słowo „obraz", bez którego nie można
osiągnąć prawdziwego sensu Piękna. Słowo i Obraz
mają jedno źródło i w swej ontologicznej głębi
są ze sobą tożsame.
Obraz po grecku - sikcov (eikon). Stąd pochodzi słowo „ikona".
Jednakże tak samo jak rozróżniamy Słowo i słowa,
winniśmy też rozróżniać Obraz i obrazy, a w
węższym sensie - ikony (w rosyjskim języku potocznym nie
przypadkiem zachowało się nazwanie ikon - „obrazy"). Bez
zrozumienia sensu Obrazu nie zrozumiemy sensu ikony, jej miejsca, jej
roli, jej znaczenia.
Bóg stwarza świat za pośrednictwem Słowa, On sam
jest Słowem, które przyszło na świat. Także
Bóg stwarza świat, dając wszystkiemu Obraz. On sam, nie
mający obrazu, jest Praobrazem wszystkiego, co istnieje w świecie.
Wszystko, co istnieje w świecie, istnieje dzięki temu, że
nosi w sobie Obraz Boży. Rosyjskie słowo „biezobraznyj"
- synonim słowa „brzydki", znaczy nie co innego, jak „bez-obrazu",
to znaczy nie mający w sobie Obrazu Bożego, nie-istniejący,
nie mający istoty, martwy. Cały świat jest przeniknięty
Słowem i cały świat jest napełniony Obrazem Bożym,
nasz świat jest ikonologiczny.
Stworzenie Boże można przedstawić jako drabinę obrazów,
które na podobieństwo luster odbijają się nawzajem,
a ostatecznie Boga jako Praobraz. Symbol drabiny jest tradycyjny dla chrześcijańskiego
obrazu świata, poczynając od drabiny Jakubowej (Rdz 28,12) do
„Drabiny" synajskiego igumena Jana, zwanego „Klima-kiem". Symbol
lustra też jest dobrze znany - spotykamy go, na przykład, w
listach Pawła Apostoła, który tak mówi o poznaniu:
„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno" (1 Kor 13,12). W ten
sposób nasze poznanie przypomina zwierciadło, odbijające
prawdziwe wartości, których jedynie możemy się domyślać.
Boży świat jest więc całym systemem obrazów-luster,
zbudowanych na podobieństwo drabiny, której każdy szczebel
w określonym stopniu odbija Boga. Podstawą wszystkiego jest
sam Bóg - Jedyny, Nie mający początku, Nie zbadany, Nie
mający obrazu, Dający wszystkiemu życie. On jest wszystkim
i w Nim jest wszystko, nie ma też nikogo, kto mógłby
popatrzeć na Boga z zewnątrz. Nie-zgłębioność
Boga stała się zasadą przykazania zabraniającego przedstawiać
Boga (Wj 20,4). Transcendenca Boga, który objawiłsię
człowiekowi w Starym Testamencie, przekracza ludzkie możliwości
i dlatego Biblia mówi: „Żaden człowiek nie może
oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu"
(Wj 33,20). Nawet Mojżesz, największy z proroków, kontaktujący
się bezpośrednio z Bogiem, nieraz słyszał Jego głos,
ale kiedy poprosił o pokazanie mu Oblicza Boga, otrzymał następującą
odpowiedź: „Ujrzysz Mię z tyłu, lecz oblicza mojego tobie nie
ukażę" (Wj 33,23).
Ewangelista Jan również świadczy: „Boga nikt nigdy nie
widział" (J l,18a), ale dalej dodaje: „Ten Jednorodzony Bóg,
który jest w łonie Ojca, o [Nim] pouczył" (J l,18b).
Jest to centrum nowotestamentowego Objawienia: przez Jezusa Chrystusa
mamy bezpośredni dostęp do Boga, możemy widzieć Jego
Oblicze. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało
wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę"
(J 1,14). Jezus Chrystus, Jednorodzony Syn Boży, wcielone Słowo,
jest jedynym i prawdziwym Obrazem Niewidzialnego Boga. W pewnym sensie
On jest pierwszą i jedyną ikoną. Paweł Apostoł
tak właśnie pisze: „On jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym
wobec każdego stworzenia" (Koi 1,15), oraz „Istniejąc w
postaci Bożej (...) ogołocił samego siebie, przyjąwszy
postać sługi" (Flp 2,6-7). Objawienie się Boga w świecie
dokonuje się przez Jego umniejszenie, kenozę (gr. Ksvcocnc).
Na każdym następnym szczeblu obraz w pewnym stopniu odbija Praobraz,
dzięki czemu ujawniona zostaje wewnętrzna struktura świata.
Następnym szczeblem zarysowanej przez nas drabiny jest człowiek.
Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje
(Rdz 1,26), wydzieliwszy tym samym człowieka ze wszystkich stworzeń.
W tym sensie człowiek także jest ikoną Boga. Mówiąc
dokładniej jest wezwany, aby stać się takim. Zbawiciel
wezwał ucznów: „Bądźcie więc wy doskonali,
jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48). Tu właśnie
ujawniona zostaje prawdziwa ludzka godność, objawiona człowiekowi
przez Chrystusa. Jednakże na skutek grzechu, po odpadnięciu
od źródła Bytu, człowiek w swym naturalnym
stanie nie odbija, jak czyste zwierciadło, Bożego obrazu. Celem
osiągnięcia wymaganej doskonałości człowiek musi
ponosić wiele wysiłków (Mt 11,12). Słowo Boże
przypomina człowiekowi o jego początkowym powołaniu. Świadczy
o tym również Obraz Boży, wyjawiony w ikonie. W codziennym
życiu często nie jest łatwo znaleźć potwierdzenie
tego faktu; rozejrzawszy się dookoła i popatrzywszy bezstronnie
na samego siebie, człowiek nie od razu może ujrzeć Obraz
Boży. Tym niemniej jest on w każdym człowieku. Obraz Boży
może być nie wyjawiony, ukryty, zaciemniony, a nawet skażony,
ale on istnieje w naszej głębi jako zadatek naszego istnienia.
Proces duchowego rozwoju polega właśnie na tym, żeby odkryć
w sobie obraz Boży, wyjawić, oczyścić, przywrócić
go. Przypomina to restaurowanie ikony, gdy przemywa się poczerniałą
deskę, czyści, zdejmuje warstwę po warstwie stary werniks,
wiele późniejszych przemalowań i napisów, aż
w końcu pojawi się Oblicze, zajaśnieje Światłość,
wyjawiony zostanie Obraz Boży. Paweł Apostoł tak właśnie
pisze swoim uczniom: „Dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę,
aż Chrystus w was się ukształtuje" (Ga 4,19). Ewangelia
uczy, że celem człowieka nie jest po prostu samodoskonalenie
jako rozwijanie jego naturalnych zdolności i cech, ale ujawnienie
w sobie prawdziwego Obrazu Bożego, osiągnięcie Bożego
podobieństwa, co święci ojcowie nazywali „przebóstwieniem"
(gr. Geócnę). Proces ten, według słów Pawła,
jest trudny, są to męki rodzenia, ponieważ obraz i podobieństwo
są rozdzielone w człowieku przez grzech - obraz otrzymujemy
w chwili narodzin, ale podobieństwo osiągamy w ciągu życia.
Oto dlaczego w tradycji rosyjskiej świętych nazywa się
„priepodobnymi", to znaczy tymi, którzy osiągnęli
podobieństwo Boże. Tytuł ten otrzymują najwięksi
święci asceci, jak Sergiusz z Radoneża lub Serafin z Sarowa.
Jest to zarazem ten sam cel, który stoi przed każdym chrześcijaninem.
Nie przypadkiem św. Bazyli Wielki mówił, że „chrześcijaństwo
to upodobnienie się do Boga w tej mierze, w jakiej jest to możliwe
dla ludzkiej natury". Proces „przebóstwienia", duchowej
przemiany człowieka, jest chrystocentryczny, gdyż jest zbudowany
na upodobnieniu do Chrystusa. Nawet naśladowanie jakiegoś świętego
kończy się nie na nim, ale prowadzi przede wszystkim do Chrystusa.
„Naśladujcie mnie, jak ja naśladuję Chrystusa" - pisał
Paweł Apostoł (1 Kor 4,16). Również każda ikona
jest z zasady chrystocentryczna, kogo by nie przedstawiała - samego
Zbawiciela, Bogurodzicę lub któregoś ze świętych.
Chrystocentryczne są również ikony przedstawiające
święta. Właśnie dlatego, że jest nam dany jedyny
prawdziwy Obraz i wzór do naśladowania - Jezus Chrystus, Syn
Boży, Wcielone Słowo. Obraz ten powinien zostać w nas wysławiony
i zajaśnieć: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą
wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle;
za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc,
upodabniamy się do Jego obrazu" (2 Kor 3,18).
Człowiek umieszczony jest na granicy dwóch światów:
ponad człowiekiem jest świat Boży, poniżej zaś
świat naturalny, i od tego, w jakim kierunku będzie skierowane
jego zwierciadło - do góry lub na dół - zależeć
będzie to, jaki obraz przyjmie. Od określonego etapu
historycznego uwaga człowieka była skoncentrowana na stworzeniu
i kult Stwórcy odszedł na drugi plan. Nieszczęście
pogańskiego świata i wina kultury nowożytnej polega na
tym, że ludzie, „choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako
Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach
(...) I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny
i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych
zwierząt i płazów (...) Prawdę Bożą przemienili
oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć i służyli
jemu, zamiast służyć Stwórcy" (Rz 1,21-25).
Rzeczywiście, o szczebel niżej od świata człowieka
leży świat stworzony, również odbijający na
swoją miarę obraz Boży, jak każde stworzenie, które
niesie na sobie pieczęć swego Stwórcy. Jednakże
jest to widoczne jedynie przy zachowaniu prawidłowej hierarchii wartości.
Nie przypadkiem święci ojcowie mówili, że Bóg
dał człowiekowi do poznania dwie księgi - Księgę
Pisma i Księgę Stworzenia. Przez tę drugą księgę
także i my możemy poznać wielkość Stwórcy
- dzięki niej „stają się widzialne dla umysłu przez
Jego dzieła" (Rz 1,20). Ten właśnie stopień naturalnego
objawienia dostępny był światu także przed przyjściem
Chrystusa. Jednakże w stworzeniu obraz Boży jest jeszcze bardziej
pomniejszony niż-w człowieku, ponieważ grzech wszedł
w świat i świat leży w złym. Każdy niższy
szczebel bytu odbija nie tylko Praobraz, ale i poprzedni szczebel, a na
tym tle bardzo dobrze widać rolę człowieka, „stworzenie
bowiem zostało poddane marności" i „oczekuje objawienia
się synów Bożych" (Rz 8,19-20). Człowiek podeptawszy
w sobie obraz Boży, skaził ten obraz w całym stworzeniu.
Wszystkie problemy ekologiczne współczesnego świata wynikają
właśnie z tego faktu. Rozwiązanie ich jest ściśle
związane z wewnętrzną przemianą samego człowieka.
Objawienie o nowym niebie i nowej ziemi ujawnia tajemnicę przyszłego
stworzenia, gdyż „przemija postać tego świata" (1
Kor 7,31). Wtedy przez stworzenie zajaśnieje Obraz Stwórcy
w całym pięknie i jasności. Rosyjski poeta F. I. Tiutczew
widział tę perspektywę w taki sposób: „Kiedy
wybije ostatnia godzina przyrody,
Zniszczony zostanie układ ziemskich części,
Wszystko, co widzialne wokół, pokryją wody,
I Boże Oblicze odbije się w nich". Na koniec ostatni szczebel
nakreślonej drabiny, a mianowicie ikona, mówiąc szerzej
dzieło ludzkich rąk, wszelka ludzka twórczość.
Jedynie przez włączenie w system opisanych już obrazów-zwierciadeł,
odbijających Praobraz, ikona przestaje być po prostu deską
z namalowanymi na niej tematami. Poza tą drabiną ikona nie istnieje,
nawet wtedy, gdy zostanie namalowana z zachowaniem wszelkich kanonów.
Poza tym kontekstem pojawiają się wszelkie skażenia ikonografii:
jedni uchodzą w świat magii, ido-lolatrię, inni popadają
w kult sztuki, wystudiowany estetyzm, a jeszcze inni po prostu odrzucają
korzyści ikon. Celem ikony jest skierowanie naszej uwagi ku Praobrazowi
- przez jedyny Obraz Wcielonego Syna Bożego - ku Bogu Niewidzialnemu.
Droga ta polega na wyjawieniu Obrazu Bożego w nas samych. Kult ikony
oznacza oddawanie czci Praobrazowi, modlitwa przed ikoną jest staniem
wobec Nieosiągalnego i Żywego Boga. Ikona jest jedynie znakiem
Jego obecności. Estetyka ikony jedynie w małym stopniu zbliża
się do niezniszczalnego piękna przyszłego wieku, jest jakby
lekko zarysowanym konturem, niezupełnie jasnymi cieniami; kontemplujący
ikonę przypomina człowieka stopniowo odzyskującego wzrok,
którego uzdrawia Chrystus (Mk 8,24). Oto dlaczego o. Paweł
Florenski twierdził, że ikona zawsze jest czymś mniejszym
lub większym niż dzieło sztuki. O wszystkim decyduje bowiem
duchowe doświadczenie człowieka.
Zgodnie z ideałem cała ludzka działalność jest
ikonologiczna. Człowiek maluje ikonę doszukując się
pradziwego Obrazu Bożego, ale równocześnie ikona tworzy
człowieka, przypomina człowiekowi o obrazie Bożym, w nim
samym ukrytym. Człowiek przez ikonę próbuje spojrzeć
w Boże Oblicze, ale równocześnie Bóg patrzy na
nas przez Obraz. „Po części bowiem tylko poznajemy i po części
prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie
to, co jest tylko częściowe. Teraz widzimy jakby w zwierciadle,
niejasno, wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję
po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany"
(1 Kor 13,9-10.12). Umowny język ikony odbija naszą niepełną
wiedzę na temat Bożej rzeczywistości. Równocześnie
jest to znak wskazujący na istnienie absolutnego Piękna, które
jest ukryte w Bogu. Wspaniałe określenie Dostojewskiego: „piękno
zbawi świat" nie jest po prostu zwykłą metaforą,
ale dokładną i głęboką intuicją chrześcijanina
wychowanego na tysiącletniej tradycji prawosławnej poszukiwania
tegoż piękna. Bóg jest prawdziwym Pięknem i dlatego
zbawienie nie może być brzydkie, pozbawione obrazu. Biblijny
obraz cierpiącego Mesjasza, w którym nie ma „ni wyglądu,
ni wspaniałości" (Iz 53,2) jedynie podkreśla to, co
zostało już powiedziane, ujawnia ten punkt, w którym
uniżenie się Boga, a wraz z tym i piękna Jego Obrazu, dochodzi
do swej granicy, ale od tego punktu zaczyna się droga wstępowania
ku górze. Również zstąpienie Chrystusa do otchłani
oznacza zniszczenie otchłani oraz wyprowadzenie wszystkich wiernych
ku zmartwychwstaniu i życiu wiecznemu. „Bóg jest światłością,
a nie ma w Nim żadnej ciemności" (1 J 1,5) - oto obraz
prawdziwego Bożego i zbawiającego Piękna.
Tradycja wschodniochrześcijańska traktuje piękno jako jeden
z dowodów na istnienie Boga. Według znanej legendy decydującym
argumentem dla księcia Włodzimierza w dokonaniu wyboru wiary
było świadectwo posłów o niebiańskim pięknie
Kościoła Hagia Sofia w Konstantynopolu. Poznanie, jak twierdził
Arystoteles, zaczyna się od zadziwienia. Nierzadko też poznanie
Boga zaczyna się od zadziwienia pięknem Bożego stworzenia.
„Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę"
(Ps 139,14). Kon templacja piękna objawia człowiekowi tajemnicę
stosunku tego, co zewnętrzne, do tego, co wewnętrzne, w tym
świecie. „Czym więc jest piękno?
Dlaczego tak ubóstwiają je ludzie?
Czy jest naczyniem, w którym jest pustka?
Lub też ogniem błyskającym w naczyniu?"
(N. Zabołocki)
Zgodnie z chrześcijańską świadomością piękno
nie jest celem samym w sobie. Jest jedynie obrazem, znakiem, przyczyną,
jedną z dróg prowadzących do Boga. Właściwie
nie istnieje chrześcijańska estetyka (w ścisłym sensie
tego słowa), jak i nie istnieje „chrześcijańska matematyka"
lub „chrześcijańska biologia". Jednakże dla chrześcijanina
jest jasnym, że abstrakcyjna kategoria „piękna" traci swój
sens poza pojęciami „dobro", „prawda", „zbawienie".
Wszystko jednoczy się z Bogiem i w imię Boga, a pozostałe
jest bez-obrazu. To, co pozostałe, jest właśnie otchłanią
poza Bogiem. Dlatego tak ważne jest rozróżnienie piękna
zewnętrznego, fałszywego, i piękna prawdziwego, wewnętrznego.
Prawdziwe piękno jest kategorią duchową, nieprzemijającą,
niezależną od zmieniających się zewnętrznych
kryteriów, jest ono niezniszczalne i przynależy do innego
świata, chociaż może przejawiać się w świecie
empirycznym. Piękno zewnętrzne jest przemijające, zmienne,
jest to jedynie zewnętrzny powab, oczarowanie (ros. prielesł',
od lest', czyli fałsz). Apostoł Piotr, kierując
się biblijnym rozumieniem piękna, daje następującą
radę chrześcijankom: „Ich ozdobą niech będzie nie
to, co zewnętrzne: uczesanie włosów i złote pierścienie
ani strojenie się w suknie, ale wnętrze serca człowieka
o nienaruszalnym spokoju i łagodności ducha, który jest
tak cenny wobec Boga" (1 P 3,3-4).
Przeto niezniszczalne piękno „łagodności ducha, który
jest tak cenny wobec Boga" - oto kamień węgielny chrześcijańskiej
estetyki i etyki, stanowiących nierozerwalną jedność,
ponieważ piękno i dobro, to, co piękne i duchowe, forma
i sens, twórczość i zbawienie - są nierozerwalne
w swej istocie, jak i jednością są w swej zasadzie Obraz
i Słowo. Nie przypadkiem zbiór pouczeń Ojców,
znany w Rosji pod nazwą „Dobrotolubije", po grecku nazywa się
„Filokalia", co można przetłumaczyć jako „umiłowanie
piękna", gdyż prawdziwym pięknem jest duchowe przemienienie
człowieka, w którym wysławiony został Obraz Boży. |